piątek, września 18, 2015

Kosmetyczny box Paese - czyli moja niemiła przygoda z marką

Jakiś czas temu pisałam Wam, że mam niemiłe doświadczenie w kontakcie z pewną firmą... Przyszła pora na rozwinięcie tematu i wytłumaczenie się. Otóż jakiś czas temu pojawiała się informacji na funpejdżu Paese Cosmetics o sprzedaży boxów kosmetycznych, które można było zamawiać za 39 złotych już z wliczoną przesyłką. Poprosiłam firmę o odłożenie boxa i zdeklarowałam konkretny termin opłacenia paczki. Odpisano mi na FB, że nie ma problemu, pudełko odłożone i będą czekać. Jednocześnie wysłałam maila z moim adresem korespondencyjnym, tak aby przesyłka po zaksięgowaniu wpłaty mogła dotrzeć bez przeszkód. Jak tylko opłaciłam box ( 2 września) wysłałam wiadomość, że zrobiłam przelew i zapytałam, kiedy mogę spodziewać się przesyłki. Od tamtej pory nastąpiła korespondencyjna cisza.... Kilkakrotnie dopytywałam się, nic, zero odpowiedzi. W końcu 8 września dotarł do mnie wyczekiwany box, niemniej jednak nikt mi nie odpisał na zapytania. Dzień później dostałam wiadomość, że sprawdzą co się dzieje z paczką i się odezwą. Odpisałam, że paczka dotarła wczoraj, czyli we wtorek, i że żałuję, że taki słaby kontakt był z nimi. Odpisali mi w czwartek, że ilość maili, jakie dostają przekracza ich możliwości. No litości, serio???? Byłam tak zdegustowana formą komunikacji, że postanowiłam, iż choćby nie wiem jak wspaniały byłby ten box to więcej go nie kupię. No właśnie jak wyglądała zawartość, która kosztowała 39 złotych i która była dobierana losowo (czyt. wedle uznania firmy Paese...).

Na pierwszy rzut oka box wygląda całkiem interesująco, biorąc pod uwagę jego niską cenę. Jednakże przy bliższym przyjrzeniu się kosmetykom następuje dłuższa refleksja.... No bo jak można dać do boxu wstrętny zielony lakier, skoro lato już się kończy i teraz raczej królują jesienne kolory, jak brązy czy czerwienie? Miałam nieodparte wrażenie, że pozbywali się tego co im zostało z letnich kolekcji. No dobra, myślę sobie, lakier przeboleję, w sumie to fajne kosmetyki.

Wzięłam do ręki puder matujący półtransparentny z lusterkiem w kolorze ciepłego beżu, z którego bardzo cię ucieszyłam, bo w domu mam pudry bez lusterek, a ten byłby idealny do torebki. Ładny jasny kolor, z mini gąbeczką, idealny do mojej karnacji. Otwieram delikatnie puder, a tu zamknięcie zostało mi w rękach..... zawiaski zamknięcia były uszkodzone i teraz za każdym otwarciem pudełko się rozwala. Wnerwienie osiągnęło wyższy poziom. Pudełko musiało być uszkodzone już podczas wkładania, ponieważ nie miał możliwości, aby przesuwać się w opakowaniu, zbyt duży ścisk tam był. Innymi słowy bubel. 

Postanowiłam wypróbować fluid Matte it Up, w tonacji jaśniutkiego beżowej. Sądziłam, że fluid jest aplikowany za pomocą pompki, jak to jest w tradycyjnych kosmetykach tego typu. Jakże niemiło się zdziwiłam, kiedy zobaczyłam twardą łopatkę do nakładania fluidu. Nie znoszę tego typu rozwiązań, dla mnie naturalnym rozwiązaniem jest pompka... No dobrze pomyślicie, że się czepiam. Przejdźmy zatem do samego stosowania podkładu. Już w trakcie nakładania widziałam, że że mimo jasnej barwy tworzy mi lekką maskę, ale pomyślałam, że jeszcze troszkę wtopi się w cerę i nie będzie tak źle. Po kilku godzinach make-upu okazało się, że nie jest źle, ale tragicznie. Na twarzy miałam lekko pomarańczowe plamy, jakbym jakoś dziwnie nałożyła podkład. Tak jakby część podkładu wtopiła się w cerę a reszta wyszła na wierzch w postaci brzydkich plam. Wyglądałam jak klaun.... I nie chodzi tu o moje umiejętności nakładania kosmetyku, bo nie trzeba być makijażystką, żeby umieć nałożyć podkład na cerę. Chodzi o to jak on się zachował na skórze. Zmatowić owszem zmatowił, chociaż ja nigdy nie miałam problemów z błyszczeniem cery, czy jej przetłuszczaniem. Ale jak można dorobić się plam, wręcz łat na twarzy. Po kilku godzinach z ulgą zmyłam makijaż obiecując sobie, że nigdy więcej po niego nie sięgnę.
Kolejny kosmetyki trafiły już w miarę w moje gusta, przynajmniej jeśli chodzi o kolorystykę, bo jeszcze ich nie używałam, i nie wiem czy je wypróbuję. Szminka, niebieski eyliner (po co taki kolor na koniec lata ja się pytam???? Czarnych już nie było???) matowy cień do powiek i automatyczna kredka do oczu w kolorze śliwki są miarę ok.



UWAGA! A teraz NAJLEPSZE!!! Zaczęłam czytać komentarze użytkowników pod postem Paese informującym o nowej edycji boxa i włos mi się zjeżył na głowie.... Jedna z dziewczyn wyraziła nadzieję, że kosmetyki tym razem nie będą przeterminowane.... Normalnie aż się przestraszyłam i pobiegłam obejrzeć moje pudełko... I co??? Na żadnym kosmetyku nie ma podanej daty ważności. Nie wiem co mam o tym myśleć. Wysłałam zapytanie do Paese, czy sprzedają stare kosmetyki.... Oto jaką odpowiedź uzyskałam:
numer partii podany na opakowaniu nie jest datą ważności kosmetyku a numerem identyfikującym produkt w naszej firmie. Faktycznie Pani numer partii może sugerować że jest on z sierpnia 2014 ale to nie ma nic wspólnego z ważnością produktu. Gdyby tak było pisałoby: najlepiej zużyć przed: lub data produkcji
No to ja się pytam, gdzie znajdę datę ważności kosmetyku?? Jestem na tyle zniesmaczona całą sytuacją, komunikacją z firmą, że to był mój pierwszy i ostatni box Paese. Dobrze, że chociaż nie wydałam na niego dużo, bo teraz jest jego kolejna edycja i cena jest już wyższa o 10 złotych.... Zauważyli, że jest zainteresowanie to i cenę podnieśli. Rzadko kiedy zdarza mi się tak narzekać, ale tym razem nie mogłam się powstrzymać. 
Znacie Paese Cosmetics? A może miałyście och boxy? Co sądzicie o zawartości? 

44 komentarze

  1. Też widziałam ten komentarz o przeterminowanych kosmetykach. Ja jednak miałam dobry kontakt z firmą PAESE i nawet dostałam box chociaż spóźniłam się z terminem. Oczywiście jestem tez z niego bardzo zadowolona :) Obserwuje :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ja miałam już nimi niemiłe doświadczenia zanim dostałam box, bo nie mogłam doprosić się o informację o dacie jego wysłania. zamawiam boxy od innych firm i tak od razu dostaję odpowiedzi

      Usuń
  2. Ja również jestem niemile zaskoczona. Czekałam na swój box ponad 10 dni. Nie mówiąc już o utrudnionym kontakcie. Do tego kosmetyki mają taki nieprzyjemny zapach, że aż boje się nakładać je na twarz. Na ogól też nie narzekam, ale jestem bardzo niezadowolona :( Jedynym WOW jest dla mnie paletka cieni i eyeliner. Te produkty mi sie bardzo fajnie sprawdziły, Reszta do zutylizowania :) To sobie ponarzekałam :P Pozdrawiam Cię cieplutko :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. wiesz, to co ja dostałam to zwykłe przeciętniaki, mam nieodparte wrażenie że pozbywali się zalegających kosmetyków, na dodatek uszkodzonych.

      Usuń
  3. O kurcze na pewno nie zamówię od nich boxa, nie miła przygoda. Dobrze, że box nie był zbyt drogi. Miałam kilka produktów Paese i te, które opisywałam u siebie na blogu były ok.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ja skusiłam się na ten box bo nie miałam żadnych kosmetyków Paese i już wiem, że więcej ich nie będę miała

      Usuń
  4. A faktycznie coś w tym jest... Ten box był za tani i zbyt dużo rzeczy w nim było plus darmowa przesyłka... Czyli faktycznie mogli pozbywać się przeterminowanych produktów..

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. wiesz, teraz się nie przyznają do tego, bo odpisali jeszcze żebym podała nr partii to podadzą mi daty ważności, ale jak mam wierzyć komuś na słowo?

      Usuń
  5. o kurde,ja tez zamawialam tego boxa.
    Musze sprawdzic,czy mam date waznosci.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. sprawdź koniecznie i w razie czego napisz do nich maila. dla mnie to niepojęte, żeby na kosmetyku nie było daty ważności

      Usuń
  6. Ja ze swojego boxa bylam bardzo zadowolona. Dat nie sprawdzę, bo większość rzeczy przeznaczyłam na prezenty i wydałam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. jak tylko zobaczyłam uszkodzone opakowanie pudru to wiedziałam, że jest źle :-(

      Usuń
  7. Ja też skusilam się na tego Boxa, ale z tego co czytam to powinnam się tym kosmetykom bliżej przyjrzeć...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Aga napisz do nich podając nr partii kosmetyków wtedy oni sprawdzą i podadzą daty ważności, o ile można im wierzyć na słowo.....

      Usuń
  8. Oj po takich perypetiach wcale Ci się nie dziwię, że nie masz już ochoty na kolejny box...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. wiesz, nie lubię wywalać pieniędzy w błoto a tutaj niestety tak się stało :-(

      Usuń
  9. Box nie.. Ale miałam styczność z kosmetykami Paese na ich stoisku w Bonarce ( Kraków ). Pani była przemiła, wszystkiego sobie podotykałam ( testery oczywiście ). Miałam możliwość wypróbowania kosmetyków, które chciałam zakupić i suma sumarum kupiłam. Jak dla mnie obsługa na tamtym konkretnym stoisku była idealna. Ps. Kosmetyki pachniały bardzo przyjemnie ( doczytałam w komentarzach, że ktoś narzekał na zapach tych z boxa ).
    Szkoda niestety, że obługa Paese Box nie bierze przykładu z takich sprzedawczyń.

    Co do daty ważności..
    Aż sprawdziłam na swoich kosmetykach z tej firmy.
    I highligter i róż mają naklejkę z pudełeczkiem i ilością miesięcy, które mamy na zużycie produktu od momentu otwarcia. Sprawdzając ważność po numerze partii to jeden z nich jest z grudnia 2014 a drugi ze stycznia 2015 ( produkcja ).

    OdpowiedzUsuń
  10. Ola, ja kupuję sporo boxów kosmetycznych w ciemno i wiem, że zawsze jest pewne ryzyko, że coś nie będzie w moim guście, ale nigdy nie miałam nic uszkodzonego (a miałam nawet szkło w boxach). ponadto data ważności albo data produkcji i podanie ilości miesięcy na zużycie powinna być na kosmetyku lub jego opakowaniu (w sensie pudełeczku) - tutaj tego nie ma i tak naprawdę musiałabym polegać na słowie PAese, które sprawdziłoby mi daty ważności - skąd mam wiedzieć, że podadzą mi prawdziwe? ponadto kontakt i sama komunikacja jest po prostu śmieszna - aby tylko wyciągnąć pieniądze i już. No ale przepraszam, mają tyle wiadomości codziennie, że nie są w stanie na bieżąco odpisywać.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właśnie o to mi Madziu chodziło. Data ważności MUSI być, nie ma że boli. Niezrozumiały jest dla mnie fakt, że jej nie ma. Kojarzy mi się taka sprawa z jakimiś kosmetykami ze spotkania blogerek, że też był problem z ważnością kosmetyków. A później okazało się, że po prostu dostały przeterminowane zrzuty. Ale nie wiem czy tu tak jest. Może to jakieś inne partie czy co? Ja swoje kosmetyki mam prosto ze stoiska. I mam z datami.

      A o tym zapachu napisałam ponieważ mam pewność, że moje kosmetyki są świeże - i pachną ładnie. Jeśli czyjeś mają byle jaki zapach to trzeba się nad nimi zastanowić..

      O jakości kontaktu nie ma co mówić. Powinni przemyśleć swoją taktykę, bo to im może przynieść więcej strat niż zysków.

      Usuń
    2. Ola, z tego co widzę to im jest chyba wszystko jedno, na blogach znajdziesz mnóstwo pozytywnych wpisów o ich kosmetykach i dlatego właśnie skusiłam się na box, więc nawet jak kilak osób będzie niezadowolonych to wg nich nic się takiego nie stanie złego.... beznadziejne podejście firmy, obsługi strony na FB i dziwna taktyka firmy

      Usuń
  11. Wychodzi na to, że znaleźli sposób na zarobienie na uszkodzonych i przeterminowanych kosmetykach. Nieładnie. Nie lubię cwaniactwa.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ja też tego nie lubię i szczerze to do głowy by mi nie przyszło, żeby sprzedawać komuś buble :-(

      Usuń
  12. Odpowiedzi
    1. dosadnie to ujęłaś, ale faktycznie tak jest :-)

      Usuń
  13. Ja też zamawiałam, ale nie miałam żadnych problemów. Jedynie co, to dostałam dwa podkłady więc napisałam do firmy na FB, że była taka sytuacja, bo pisali że każdy kosmetyk ma być inny. Odpowiedź dostałam praktycznie od razu i dosłali mi do tego puder w kamieniu. Z mojego boxa jestem zadowolona, poza zmywaczem do paznokci, który w ogóle nie zmywa :P i daty ważności też znalazłam,

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. przynajmniej Tobie trafił się przyzwoity box, bez uszkodzeń, mój puder ma połamane opakowanie i ciężko go otworzyć, zresztą nie nałożę na twarz niczego co nie ma daty ważności z obawy o reakcje skórne :-(

      Usuń
  14. Na szczęście nie zamawiałam tego boxa i z zawartości nie byłabym zadowolona. Dziwne też, że na kosmetykach nie ma dat ważności :| Na pewno nie zamówię u nich żadnych boxów...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. obsługa Paese dała popis jak nie należy traktować klientów.... jestem ciekawa komentarzy dziewczyn po zakupie najnowszego, droższego boxa

      Usuń
  15. Sama nie skusiłam się na zamówienie tego boxa ale mam ten podkład i faktycznie nie ma na nim daty ważności :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. dla mnie jest to kompletnie niezrozumiałe, jak można nie podawać daty ważności, nasuwa mi się jedna myśl: te kosmetyki albo już przeterminowane, albo zbliżają się do końca okresu ważności....

      Usuń
  16. O ile zielony lakier można wybaczyć, bo można go zużyć do zdobień to tego połamanego pudełeczka od pudru nie zdzierżyłabym.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. zieloniasty lakier ma okropny odcień na paznokciach, oddałam go siostrzenicy do zabaw :-/ puder wylądował w koszu.....

      Usuń
  17. O kurcze... Nie miła sytuacja... Ja z tej firmy mam tylko jeden kosmetyk - puder...


    Pozdrawiam Cię ciepło :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ja niestety nie wypróbuje żadnego bo bez daty ważności nic nie wezmę do ręki :-(

      Usuń
  18. Współczuję. Nie zamawiałam pudełka i jakoś mnie nie kusi.

    OdpowiedzUsuń
  19. Dziewczyny, nie miałyście PAO (symbol słoiczka z ilością miesięcy) na opakowaniu? Skąd pewność, że kosmetyki są przeterminowane?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. tego symbolu nie ma, dlatego pisałam do firmy. nie piszę, że kosmetyki są przeterminowane, ale brak daty ważności, czy też symbolu PAO jest nie na miejscu

      Usuń
    2. Napisałaś, że na żadnym kosmetyku nie ma podanej daty ważności. Widać na zdjęciu, że jest PAO - symbol słoiczka. Skoro jest PAO, to przecież wiadomo, do kiedy trzeba zużyć kosmetyk. Zgodnie z art. 19 pkt. 1 c rozporządzenia 1223/2009/WE wskazanie
      daty minimalnej trwałości nie jest obowiązkowew przypadku produktów kosmetycznych o minimalnej trwałości dłuższej, niż 30 miesięcy.PAO(period after opening = trwałość po otwarciu). Na produktach o minimalnej trwałości dłuższej, niż 30 miesięcy umieszcza się znak PAO, czyli informację o okresie, w jakim po otwarciu pojemnika, produkt jest bezpieczny i może być stosowany bez szkody dla konsumenta (art. 19 pkt. 1 c rozporządzenia 1223/2009/WE).

      Usuń
    3. gdzie Ty widzisz symbol PAO na zdjęciu? bo ja go nie widzę. Po sprawdzeniu kosmetyków są symbole PAO o trwałości krótszej niż 30 miesięcy, np. PAO 24, tak więc musi zostać podana data ważności, a nie symbol PAO. Data minimalnej trwałości na produktach kosmetycznych poprzedzona jest słowami: „Najlepiej zużyć przed końcem:” lub symbolem klepsydry. Data minimalnej trwałości podawana jest zawsze w kolejności dzień, miesiąc, rok lub miesiąc i rok. Data minimalnej trwałości to okres, w jakim producent gwarantuje zachowanie bezpieczeństwa, stabilności i deklarowanych właściwości produktu. Oznakowanie jest obowiązkowo umieszczane na kosmetykach, których trwałość wynosi mniej niż 30 miesięcy.

      Usuń
  20. O żesz w mordę, dają ciała widzę.....bez daty ważności? to już ta firma u mnie jest na Nie....

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...