Peeling solny Jean Vidal - ujędrnienie i nawilżenie nie tylko ciała

07 listopada

Każda z Nas chce mieć jędrne, gładkie i miękkie w dotyku ciało. Z doświadczenia wiem, że nie zawsze mamy możliwość porządnej pielęgnacji ciała, zawsze się spieszymy, mamy mnóstwo obowiązków i coraz mniej czasu dla siebie. Niezwykle ważnym elementem dbania o swoją skórę jest jej regularne (przynajmniej 2 razy w tygodniu) złuszczanie, bo tylko poprzez usunięcie martwego naskórka ujędrnimy, uelastycznimy skórę, przez co będzie przyjemna w dotyku i dobrze nawilżona. Ważną rolę pełnią dobrze dobrane peelingi: zbyt słabe nie zapewnią naszej skórze optymalnego nawilżenia i jędrności, zaś zbyt mocne podrażnią ją. Idealnym złotym środkiem i kosmetykiem będącym alternatywą dla zbyt słabych i zbyt mocnych zdzieraków jest peeling solny z masłem shea od Jean Vidal Paris. 
Opis producenta
Doskonale wygładza, usuwa martwy naskórek, pobudza skórę do regeneracji, a zawarte w składzie masło shea dostarcza cennych składników odżywczych. Skóra pozostaje gładka, miękka, sprężysta i delikatnie natłuszczona, otulona pobudzającym zapachem kwiatów werbeny.
Moja opinia
Jest to moje drugie spotkanie z marką Jean Vidal i kolejny raz jestem zachwycona wizualną stroną opakowania, które kusi delikatnymi odcieniami różowego koloru i eleganckim wieczkiem. Ale zacznijmy od początku. Peeling solny został umieszczony w plastikowym okrągłym opakowaniu o pojemności 250 ml z metalowym wieczkiem, na którym wytłoczone jest logo firmy. 
Widać wyraźnie, że słoiczek jest po brzegi wypełniony peelingiem, ponadto możemy sprawdzać na bieżąco stan jego zużycia. Wiecie, że większość peelingów ukryta jest w szczelnie zakrytych opakowaniach, przez co podczas zakupów nie widzimy ile tego produktu jest dokładnie w opakowaniu, ale wiem z doświadczenia, że rzadko kiedy jest go po brzegi. Ot taki sprytny zabieg marketingowy. W przypadku peelingu Jean Vidal nie ma nawet tzw. drugiego dna, które też ma na celu oszukanie nas, konsumentów i zaniżenie faktycznej ilości kosmetyku. Na opakowaniu peelingu znajdziemy opis produktu, jego skład, datę zużycia i czas, jaki mamy na jego wykorzystanie po otwarciu słoiczka - 6 miesięcy. Wszystko jest jasno i przejrzyście, czyli tak jak lubię. Ponadto po odkręceniu wieczka mamy dodatkowe papierowe zabezpieczenie, gwarantujące nam świeżość kosmetyku, nikt go wcześniej nie macał, a i on sam nie przemieścił się w trakcie transportu. Samo wieczko jest wygodne w użyciu, bo nawet w trakcie długiego użytkowania bardzo łatwo się odkręca/zakręca, drobinki peelingu nie wchodzą w wyżłobienia do zakręcania i nie trzeba się męczyć z zamknięciem. 
Po zdjęciu zabezpieczenia do mojego noska dotarł przecudowny, śmiem powiedzieć niebiański zapach werbeny, lekko cytrusowy, przywodzący na myśl gaje cytrusowe. Nie jest to zapach duszący czy przyprawiający o ból głowy, ale subtelny i delikatny, przez co każdemu może się spodobać. Zapach jest mega energetyczny, po całym dniu pracy, prysznic z użyciem tego peelingu daje niesamowitą dawkę energii, odgania smutki i wprowadza w pozytywny nastrój. Nigdy nie sądziłam, że pewne nuty zapachowe mają tak duży wpływ na nasz organizm. Okazuje się, że nuty cytrusowe są w stanie wyciągnąć mnie z marazmu i pobudzić do działania. 
Konsystencja peelingu jak przystało na solniaczek, jest bardzo zbita, gęsta i treściwa. Na pierwszy rzut oka wygląda to tak, jakby ktoś wycisnął różowy grejpfrut i zmieszał go z drobno zmielonymi kryształkami soli. Początkowo soli nie widać, ale wystarczy rozsmarować odrobinę peelingu na ciele i czuć tarcie, widać również gołym okiem mini kryształki soli. W zależności od ilości nabranego kosmetyku możemy sobie dozować siłę tarcia, począwszy od średnio mocnego poprzez dosyć intensywne peelingowanie. Polecam podczas nakładania zafundować sobie kilkuminutowy masaż wybranych części ciała, wówczas wzmocnicie efekt ujędrnienia i złuszczenia naskórka. W trakcie masowania peeling nie osypuje się ani nie roluje, ładnie rozprowadza się na ciele, przylega do niego, a zawartość masła shea ładnie nawilża skórę już podczas kąpieli. Tuż po zmyciu peelingu wyraźnie wyczułam gładką skórę, na której został filtr nawilżenia. Po osuszeniu ciała ręcznikiem (nie polecam tarcia, bo wówczas wytrzemy cały filtr nawilżający) nie musiałam sięgać po balsam czy olejek, bo ciało było wystarczająco odżywione i natłuszczone. Peeling nie zostawił uczucia lepkości, co ma dla mnie kolosalne znaczenie, bo dzięki temu wiem, że moje pory się nie zatkają, a skóra będzie oddychać. Moje uda poddawane zabiegowi złuszczania po kilku użyciach zrobiły się wyraźnie gładsze, uczucie suchości, a w niektórych miejscach wręcz chropowatości zniknęło. Kosmetyku używam 2-3 razy w tygodniu i jest to wystarczająca częstotliwość, aby kompleksowo zadbać o kondycję skóry. 
Zdarza mi się czasami używać go jako peelingu do dłoni czy stóp, ponieważ również w takiej formie spisuje się idealnie. Dłonie po takim zabiegu są bardzo gładkie i jednocześnie miękkie. Jeśli macie tak jak ja szorstkie i wiecznie wysuszone dłonie to spróbujcie takiego peelingowania kilka razy w tygodniu. Zobaczycie jak szybko poprawia się stan nie tylko samych dłoni, ale również paznokci i skórek. Peelingu możecie używać w tym przypadku zarówno na sucho, jak i mokro. 
Jeśli chodzi o pięty to polecam większą jego ilość nakładać na pięty i porządnie szorować. Suche i popękane pięty będą Wam wdzięczne za taki masaż, który szybciej zregeneruje i zmiękczy zrogowaciały naskórek. 

Podczas stosowania nie zauważyłam żadnych podrażnień czy reakcji alergicznych. Początkowo bałam się, że zawartość parafiny źle wpłynie na moją skórę, zatka pory czy też podrażni. Nic takiego nie miało miejsca i jestem w stanie nawet przymknąć oko na ten składnik, który wiem, że u niektórych osób może wyrządzić krzywdę, jednak u mnie spisał się nad wyraz dobrze. Parafina w przypadku mojej suchej, szorstkiej skóry przynosi same korzyści, bo porządnie ją nawilża nie zatykając porów. 

Zbita konsystencja peelingu sprawia, że jest on bardzo wydajny, po prawie miesiącu stosowania mam go grubo ponad połowę. Choć kosmetyki Jean Vidal nie są ogólnodostępne to możecie go kupić TUTAJ w cenie 34,90 złotych, co moim skromnym zdaniem jest bardzo przyzwoitą ceną. 

Ponadto, jeśli chcecie zarobić dodatkowe pieniądze, możecie zostać partnerem marki i współpracować z nimi KLIK np. poprzez umowę zlecenie. Pełen katalog produktów oraz inne informacje, np.o Klubie Jean Vidal znajdziecie TUTAJ. 

Peeling Jean Vidal spełnił pokładane w nim nadzieje i zadbał o kondycję mojej skóry po lecie. Nie tylko ją ujędrnił, ale również nawilżył i przygotował do dalszych zabiegów pielęgnacyjnych. Wyraźna nuta cytrusowa pobudza i daje energię do działania, uwielbiam odkręcać słoiczek i rozkoszować się aromatem. Sprawdził się zarówno jako kosmetyk pielęgnujący ciało, dłonie i stopy. 
Znacie kosmetyki Jean Vidal lub peeling, który Wam pokazałam? 


Zobacz także

17 komentarze

  1. Z innego z blogów pamiętam, że to peeling na parafinie. Moim zdaniem nie wart swojej ceny w takim przypadku.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. parafina nie w każdym przypadku szkodzi skórze, jeśli ktoś ma odwodnioną, suchą lub szorstką skórę to kosmetyki oparte na parafinie będą ją silnie nawilżały, ale nie zatykały porów. porównaj inne kosmetyki drogeryjne, które ulane są parafiną, a nie różnią się zbytnio ceną. :-)

      Usuń
    2. Ja akurat lubię dodatek parafiny zwłaszcza w peelingach :) Nie powoduje u mnie powstawania krost na ciele :)

      Usuń
    3. Ja mam suchą skórę właśnie i parafina powoduje u mnie okropne swędzenie. Jest masa peelingów w podobnej cenie w których za nawilżanie odpowiadają nieco lepsze składniki.

      Usuń
  2. Odpowiedzi
    1. jestem z niego zadowolona i dobrze mi się go używa :-)

      Usuń
  3. Nie miałam solnych ale ten wygląda kuszaco ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. Kurcze nie znam firmy, ale już polukałam na ich stronie i stwierdzam, że mają dość ciekawy asortyment. Peeling wygląda kusząco, muszę go spróbować :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. z asortymentu tej firmy upatrzyłam sobie jeszcze kilka perełek, ciekawią mnie zwłaszcza kremy indywidualnie tworzone :-)

      Usuń
    2. Pani Moniko, asortyment będzie się sukcesywnie powiększał ;) W najbliższym czasie rozszerzy się linia zapachowa, potem dojdzie kolorówka ;) Jestem akurat partnerem biznesowym firmy i robić będziemy wszystko, by firma sukcesywnie się rozwijała :) Pozdrawiam

      Usuń
  5. Wygląda świetnie, szkoda tylko że jest to peeling solny, u mnie używanie takich na ogół kończy się wielkim podrażnieniem skóry :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. faktycznie, peeling solny może podrażniać, ale ten ma mini kryształki i jest średnio mocny :-)

      Usuń
  6. Gdyby to był peeling cukrowy to chętnie bym go kupiła :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Fajnie wygląda. Kolorem trochę przypomina mi gumę balonową dla dziewczynek.

    OdpowiedzUsuń