niedziela, marca 29, 2015

Naturalna opalenizna z olejem karotenowym - czy to w ogóle działa?

Naturalna opalenizna z olejem karotenowym - czy to w ogóle działa?
Każda z nas marzy o cerze ładnie opalonej, takiej muśniętej słońcem, a najlepiej żeby taki efekt uzyskać natychmiast i to bez wychodzenia z domu. Okazuje się, że jest to możliwe, na dodatek można to osiągnąć szybko, niedrogo i bez większego wysiłku. Osobom z jasną karnacją, której jestem posiadaczką, polecany jest olej karotenowy, który delikatnie zmienia kolor skóry, nadając jej ciepły, słoneczny kolor. Po kosmetyk ten mogą sięgnąć również osoby już opalone, ponieważ olejek przedłuża opaleniznę, nadając jednocześnie delikatną złocistą poświatę. Ostatnio wpadł w moje ręce olej karotenowy polskiej firmy Dermisja specjalizującej się w produkcji naturalnych kosmetyków. 

źródło: www.dermisja.pl

Kosmetyk wizualnie kojarzy mi się z produktami aptecznymi, takimi wiecie z domowych, babcinych apteczek. Minimalizm, prostota wykonania, brak zbędnych ozdobników wyróżnia ten produkt na tle innych, podkreślając jednocześnie jej naturalny charakter. Skład jest mega krótki, ponieważ zawiera tylko Helianthus Annuus (Sunflower) Seed Oil (olej słonecznikowy) i Beta-Carotene. 



Olejek ma jak można się spodziewać marchewkowy kolor, ale po aplikacji na twarz na szczęście nie wyglądam jak marchewka. :-) Od razu zauważyłam, że moja skóra jest po nim bardzo mocno nawilżona, co przy mojej suchej skórze jest niezwykle ważnym aspektem stosowania kosmetyków. Przyznam się, że bałam się jego stosowania, ze względu na kolor, ale całkiem bezpodstawnie, bo olejek nie dość że szybko się wchłania, to bardzo subtelnie nadaje jej ciepły odcień. Skóra wygląda na zdrową (u mnie jest to ciągły blady odcień, jakbym była wiecznie zmęczona i niewyspana) i muśniętą słońcem. 



Nie ma mowy o jakimkolwiek podrażnieniu, uczuleniu czy zatykaniu porów, bo jego konsystencja jest bardzo lekka, w przeciwieństwie do innych olejów, nie zostawia tłustego filtru. Kolejny plus stosowania tego kosmetyku to odżywienie i regeneracja skóry, oraz redukcja zmarszczek (jakiś wielkich nie mam, ale te drobne mimiczne są niestety coraz bardziej widoczne). Olej karotenowy wpływa również pozytywnie na szarą i zmęczoną skórę, pomagając odzyskać jej blask i promienny wygląd. Przyznam się, że nigdy nie przepadałam za olejkami do twarzy, bo zwykle zatykały mi pory, po zastosowaniu na noc, zawsze rano miałam jakieś wypryski.... Olej karotenowy jest pierwszym, który tak dobrze wpisał się w potrzeby mojej skóry, nie powodując nieprzyjemnych niespodzianek na twarzy. Na dodatek jest mega wydajny, kilka kropel starcza mi na aplikację na całą twarz, szyję i dekolt. Polecam zastosować go przed wieczornym wyjściem, fajnie rozświetla i przyciemnia skórę. :-) Ze względu na swoje właściwości regeneracyjne i przeciwzapalne, polecany jest do stosowania w przypadku poparzeń czy wysuszeń skóry spowodowanych nadmierną ekspozycją na słońcu. Olejek ma również zadanie chronić nasza skórę przed szkodliwym działaniem promieni słonecznych, dlatego drogie panie zaopatrzcie się w niego, bo słoneczko będzie świecić coraz mocniej. :-) Na koniec najważniejsza informacja, mianowicie CENA. Za buteleczkę 50 ml tego wszechstronnego kosmetyku zapłacicie w sklepie Dermisja "całe" 19,90 złotych KLIK. Znacie tę markę? Bo dla mnie to jest pierwsze i bardzo pozytywne spotkanie z tą firmą. 


sobota, marca 28, 2015

Intensywna regeneracja włosów z Dove Hair Therapy

Intensywna regeneracja włosów z Dove Hair Therapy
Zdarza mi się podczas kosmetycznych zakupów skusić się na jakiś produkt diametralnie odmienny od tych, których używam na co dzień. Mam sentyment do dwóch marek kosmetycznych, wśród których jest Dove z charakterystycznym kremowym zapachem, rozpoznawalnym nawet z zamkniętymi oczami. Ostatnio skusiłam się na serię Hair Therapy (szampon + odżywkę) przeznaczoną do włosów zniszczonych, zawierającą keratynę, której zadaniem jest odbudowanie zniszczonej struktury włosa.



Z racji tego, że lubię eksperymentować z włosami, zarówno jeśli chodzi o kolor, jak i cięcie, ich kondycja jest daleka od ideału, mimo namiętnego stosowania olejku arganowego oraz maski arganowej. Wiedziona ciekawością postanowiłam wypróbować Dove, tym bardziej, że ma zapobiegać łamaniu się włosów podczas czesania i szczotkowania ( nie ma nic gorszego niż włosy zostające na szczotce lub ich kawałki smętnie opadające na ubranie...... Mimo, że mam bardzo gęste włosy to ich łamanie jest denerwujące, bo przypomina mi o bezcelowości moich zabiegów pielęgnacyjnych i doprowadza do pasji, kiedy sięgam po kolejny produkt, który okazuje się niewypałem.

Jak już pisałam, Dove uwielbiam za zapach, jedyny w swoim rodzaju i niezmienny od lat. Gdyby ktoś podsunął by mi jakiś kosmetyk tej marki to z zamkniętymi oczami wiedziałabym że to Dove. :-) Zarówno szampon, jak i odżywka (rzecz jasna jest ona do spłukiwania) mają kremową konsystencję i są całkiem wydajne, jak na tego typu produkty. Szampon dobrze się pieni i nie muszę myć włosów dwa razy, bo już po jednym spłukaniu są one porządnie oczyszczone i lekkie w dotyku. Odżywki używam każdorazowo po użyciu szamponu, i zmywam ją po ok. 1 minucie (czasami to po prostu porządnie ją wmasowuję i od razu spłukuję). Moje wiecznie splątane włosy w końcu bez problemu mogłam rozczesać, kołtuny znikały już pod prysznicem, bo nie żałowałam sobie odżywki. :D W końcu mogłam delikatnie i bez bólu rozczesać włosy, które w końcu nie zostawały w dużej ilości na szczotce. 



Teraz pytanie co z tą łamliwością? Otóż to zależy. Jak zdarzało mi się z braku czasu szybko je rozczesywać to zdarzało się, że jakieś drobinki się łamały. Jednakże przy normalnym, delikatnym czesaniu faktycznie łamanie zostało zminimalizowane, co było widoczne również przy czesaniu suchych włosów. Wydaje mi się, że moje włosy stały się mocniejsze, bo do tej pory jak je poddawałam różnym zabiegom stylizacyjnym to zawsze miałam problem z ich wypadaniem i łamliwością. Teraz nawet podczas prostowania nie łamią się tak jak kiedyś (zdarzało się że bluzka była usypana mini kawałkami włosów, a końcówki były mega rozdwojone). 



Przyznam się, że jak na zakup typowo drogeryjny to jestem pozytywnie zaskoczona, mimo, że skład szamponu i odżywki nie powala na nogi (przyzwyczaiłam się już do kosmetyków naturalnych) to jednak moje włosy zareagowały całkiem dobrze a taka kuracja przyniosła pewne rezultaty. Oba kosmetyki w żaden sposób nie pogorszyły kondycji moich włosów, nie obciążyły ich struktury, ani nie przyczyniły się do powstania łupieżu (oj miałam już różne szampony i odżywki, które zamiast "leczyć" powodowały u mnie podrażnienia, suchość skóry głowy a na koniec łupież).....Nie ma nic gorszego jak swędząca skóra głowy......

Jak widać, raz na jakiś czas można zmienić swoje nawyki zakupowe i sięgnąć po kosmetyk inny od tych których się używa i być całkiem zadowolonym :-)

niedziela, marca 22, 2015

Gorąca kobieta - czyli marcowe Shiny Box GIRL ON FIRE

Gorąca kobieta - czyli marcowe Shiny Box GIRL ON FIRE
GIRL ON FIRE - na myśl od razu przychodzi mi jedna z moich ulubionych piosenek Alicii Keys pod tym samym tytułem i teledysk pełen zmysłowości. W pudełku miałyśmy znaleźć wyselekcjonowane kosmetyki, które miały podkreślić naszą kobiecość, dodać nam uroku, seksapilu i zmysłowości. Do samego końca byłam pewna, że znajdę w nim jakąś ognistą szminkę do ust, ale ..... No właśnie, co w takim razie zawiera marcowe ShinyBox?



MOKOSH Glinka Biała - Kaolin - kobieta seksowna to kobieta z idealnie oczyszczoną i wygładzoną cerą. Takie działanie ma glinka Mokosh - wykonany z najwyższej jakości surowca zgodnego z certyfikatem Eccocert. Można jej używać zarówno jako składnik masek, jak również do kąpieli - działanie będzie takie same, mianowicie odświeży skórę, zrewitalizuje, uelastyczni, złagodzi podrażnienia i zmatowi, Polecana jest zwłaszcza do cer delikatnych, suchych, wrażliwych, skłonnych do podrażnień oraz dla skór dojrzałych. W składzie ma liczne mikroelementy: krzem, wapń, magnez, żelazo, potas i sód.



Kobieta zmysłowa to kobieta z pięknie nawilżoną cerą, a więc jak już oczyścimy twarz i całe ciało warto sięgnąć po Czysty olej awokado 100% DELAWELL, które zmiękczy, nawilży i zregeneruje skórę. Olejek zawiera witaminy A, B1, B2, D i E, proteiny, aminokwasy, lecytyny oraz nienasycone kawsy tłuszczowe. Jest świetnym przeciwutleniaczem, łagodzi podrażnienia, wygładza zmarszczki i głęboko nawilża. Można go z powodzeniem stosować również na włosy.



Nie od dziś wiadomo, że zadbane i pięknie ułożone włosy podkreślają urodę i seksapil kobiety. Z pomocą przyjdzie tutaj Krem do stylizacji włosów Superego Structure Styling Cream GOLDWELL. Krem ten nie tylko zwiększy optycznie fryzurę, ale również nada jej elastyczności i sprężystości. Składnik "SuperEgo" pozwala w każdej chwili usunąć krem z włosów, wystarczy po prostu rozczesać włosy. Wiecie kto mi go od razu podkradł? Mój mąż. :D Jest nim zachwycony.



Każda kobieta wie, że wzrokiem można uwodzić.... Tego samego zdania była jedna z największych gwiazd kina, Audrey Hepburn, która stwierdziła "Piękno kobiety nie przejawia się w ubraniach, które nosi, w jej figurze lub sposobie w jaki układa włosy. Piękno kobiety musi być widoczne w oczach, ponieważ są one drzwiami do jej serca – miejsca gdzie mieszka miłość." To piękno wydobędziemy dzięki Wodoodpornej kredce do oczu ETRE BELLE, która dzięki kremowej konsystencji umożliwi idealne obrysowanie oczu od rana do wieczora.



Coraz wyższe temperatury, wiosenne promyki słońca przybliżają ten moment, kiedy w końcu sięgniemy po odkryte pantofle. Po zimie nasze stopy wymagają wyjątkowej pielęgnacji, z reguły są one przesuszone, szorstkie i niemiłe w dotyku. Z pomocą przyjdą nam EXLUSIVE COSMETICS Skarpetki SPA dla stóp ŚWIT PHARMA. Ten innowacyjny produkt do profesjonalnej pielęgnacji stóp, dzięki kompleksowi składników aktywnych, regeneruje i dobrze odżywia skórę stóp. Posiada właściwości dezodorujące i odświeżające. Wygładza, zmiękcza i nawilża suchy naskórek oraz działa antybakteryjnie. Skarpetki są nasączone masłem shea, witaminami E i F, olejkiem z drzewa herbacianego, miętą pieprzową, mocznikiem i proteinami kaszmiru. To mój zdecydowanie faworyt tego pudełka - od dłuższego czasu zastanawiałam się nad ich kupnem, czytałam kilka opinii, a tu proszę, znalazłam je w pudełku. :-)



Nie ma nic bardziej seksownego, jak pięknie pachnąca skóra po kąpieli, dzięki gratisowej Kostce myjącej Beauty Cream Bar DOVE nasza skóra będzie skutecznie oczyszczona, a zawarty w kostce krem nawilżający, pomoże skórze odzyskać prawidłowy poziom nawilżenia.



REASUMUJĄC: pudełko sprawiło mi niespodziankę, bo spodziewałam się więcej kolorówki, stawiałam na szminkę i jakieś cienie, ale i tak jestem zadowolona, bo trafiłam na 3 marki, których kompletnie nie znam: Goldwell, Mokosh i Świt Pharma. Z kolei produkty Delawell znam i uwielbiam.
Jeśli macie ochotę na te pudełeczko to się pospieszcie, tylko do końca dzisiejszego dnia kupicie je w promocyjnej cenie - 39 zł zamiast 49 zł. KLIK
A tutaj możecie już zamówić kwietniową wersję przygotowaną wspólnie z Vitalia. KLIK.




sobota, marca 21, 2015

Złota maska ViViean Abacosun - luksus w zasięgu ręki

Złota maska ViViean Abacosun - luksus w zasięgu ręki
W ramach testów z portalem www.serwisuroda.pl oprócz opisanego wcześniej kremu ze śluzu ślimaka, o którym pisałam TUTAJ, otrzymałam również odżywczo - nawilżającą maskę do twarzy z nanocząsteczkami 24 karatowego złota koloidalnego marki Abacosun



Maska zamknięta jest w dużym opakowaniu 200 ml z wygodnym aplikatorem, dzięki któremu nie musimy się brudzić, jest higienicznie i mega wygodnie. Najczęściej maski zamknięte są w saszetkach i dlatego ich unikam, drażni mnie konieczność otwierania nożyczkami i "babrania się" podczas aplikacji. No i jeszcze to wyciskanie z saszetki, czy też tubki i zastanawianie się, co zrobić z resztkami... Zawsze mi coś zostawało i musiałam wywalać, bo maski zastygały na kamień, mimo moich usilnych prób zabezpieczenia ich przed wysychaniem.



Maska Viviean zgodnie z nazwą ma złoty kolor i już w momencie nakładania na twarz zmieniamy się w złoty posążek. Konsystencja maski jest gęsta i trzeba ją w miarę szybko nakładać ponieważ zastyga i coraz ciężej się wtedy rozprowadza. Już po kilku minutach czułam, jak moja skóra zastyga, i miałam problemy z mimiką. :D Zostawiałam ją na 15 minutach po czym ją zdejmowałam. I tutaj jest zasadnicza różnica pomiędzy nią a większością masek - nie trzeba jej zmywać, ponieważ formuła peel-off umożliwia jej zdjęcie z twarzy. Maska po zaschnięciu bardzo ładnie zastyga i schodzi z twarzy niczym druga skóra. Nie ciągnie się, nie rwie na kawałki, mi zeszła w całości i nawet nic nie musiałam zmywać. Bardzo fajnie uczucie, oszczędność czasu i energii. Już po pierwszym użyciu poczułam wyczuwalną różnicę w kondycji mojej skóry - byłą niesamowicie miękka i nawilżona. Przy dłuższym stosowaniu moja skóra stała się bardziej elastyczna, napięcie skóry zostało zwiększone, a suchość skóry zminimalizowane. Zauważyłam, że drobne zmarszczki przy oczach stały się odrobinę mniejsze co mnie najbardziej cieszy, bo w tym rejonie zmarszczki jest mi bardzo ciężki zniwelować. Niby malutkie a jednak mnie drażnią. 



Maska jest świetnym kosmetykiem przygotowującym cerę do aplikacji kremu, w moim przypadku był to krem ze śluzu ślimaka ViViean, dzięki czemu walka z oznakami starzenia i brakiem nawilżenia miała podwójną moc działania. Kolejny plus, to fakt, że maska nie wywołuje podrażnień, nie uczula, ani nie piecze (nawet w okolicach oczu). Miałam już do czynienia z kosmetykami, które piekły niemiłosiernie, albo co gorzej, miałam po nich wypryski. 

A tak wygląda maska na mojej twarzy - osoby wrażliwe proszone są o pominięcie tego zdjęcia :P



Maska stosowana 2-3 razy w tygodniu dogłębnie oczyszcza i ujędrnia cerę, można ją stosować również na dekolt, o czym nie każda z nas pamięta. Duży plus za wydajność, nie dość że jest jej bardzo dużo, to nie trzeba jej nakładać dużo, aby równomiernie pokryć całą twarz. Efekt jest niesamowity - na twarzy ma się po prostu rozpuszczone złoto. :D 

Używam jej już 3 tygodnie i nie wyobrażam sobie, abym miała ją zastąpić jakimś innym kosmetykiem. Moja skóra odzyskała blask i witalność, nic więcej jej już nie potrzeba. Jestem absolutnie zachwycona kosmetykiem Abacosun, chyba nawet bardziej niż kremem ze śluzu ślimaka. :-) Z racji tego, że marka ta ma mnóstwo ciekawych kosmetyków, już sobie kilka upatrzyłam na ich stronie KLIK , m.in. płyn micelarny 3w1 Viviean i tonik nawilżający Viviean. Znacie kosmetyki Abacosun? Jak się spisują u Was?


sobota, marca 14, 2015

APIS (owy) krem głęboko regenerujący - na ratunek suchej skórze

APIS (owy) krem głęboko regenerujący - na ratunek suchej skórze
Kremy do twarzy są tymi kosmetykami, których u mnie nigdy dość, zawsze mam ich kilka i często je zmieniam. Na dzień używam lekkich nawilżających, zaś na noc sięgam po troszkę cięższe, półtłuste lub tłuste, dzięki czemu moja skóra ma wtedy okazję do głębokiej regeneracji. Jakiś czas temu wygrałam krem regenerujący Apis z olejkiem arganowym i masłem shea do cery bardzo suchej, czyli idealnie dopasowany do moich potrzeb. Apis to kolejna polska firma, która ma w swojej ofercie cudowne kosmetyki w bardzo przystępnych cenach, na dodatek z bardzo przyjaznym składem. Na ich stronie KLIK znajdziecie mnóstwo ciekawych produktów, również tych do profesjonalnej pielęgnacji twarzy. 

Krem, który chcę Wam dzisiaj przedstawić ma za zadanie odżywić suchą skórę, zapewnić odpowiedni poziom nawilżenia i wyeliminować napięcie skóry spowodowane przesuszeniem. Należy do linii Professional Home terApis, czyli można po niego sięgnąć jako uzupełnienie pielęgnacji po zabiegach kosmetycznych. W składzie znajdziemy m.in. ekstrakt z mango, opuncji figowej, koziego mleka, marokańskiego olejku arganowego i masła shea. 



Ekstrakt z mango - zapobiega przedwczesnemu starzeniu się skóry, przywraca miękkość, elastyczność i sprężystość;
Ekstrakt z opuncji figowej - nawilża naskórek i głębokie warstwy skóry, zapobiega utracie wody, odżywia i regeneruje suchą skórę;
Ekstrakt z koziego mleka - nawilża, pobudza skórę do produkcji kolagenu;
Olej arganowy - ujędrnia, wygładza, poprawia elastyczność i jędrność skóry, chroni przed szkodliwym działaniem wolnych rodników;
Masło shea - sprawia, że skóra staje się gładka i miękka.

Dawno nie miałam kremu tak przeładowanego dobroczynnymi składnikami, idealnie wpisującego się mój typ skóry, który bardzo szybko wpływa na poprawę kondycji cery, nie wywołując żadnych niepożądanych reakcji alergicznych. 



Krem zamknięty jest w przezroczystym słoiczku o pojemności 50 ml z dołączoną mini szpatułką, której można użyć do nakładania kremu, choć przyznam się, że ja z niej nie korzystam. Jak tyko otworzyłam krem to poczułam cudownie delikatny zapach mango, nie miałam jeszcze kremu o takim owocowym zapachu, więc tym bardziej byłam pozytywnie zaskoczona. Kremy albo nie pachną w ogóle, albo pachną zapachem trudnym do zdefiniowania. Ten krem zachwyca od samego początku. Jego konsystencję określiłabym jako półtłustą, idealna na noc, choć producent oznaczył ten krem do stosowania zarówno na dzień, jak i na noc. Dla mnie jest odrobinę za tłusty, żeby stosować go na dzień, cera za bardzo mi się wtedy błyszczy, i o ile na noc kompletnie mi to nie przeszkadza, to jednak na dzień unikam takiego błyszczenia. :-) 



Już po kilku użyciach pozbyłam się tego niekomfortowego uczucia ściągniętej, przesuszonej cery, której brakowało nawilżenia. Krem mimo "cięższej" konsystencji nie zatyka porów, nawet po nałożeniu grubszej warstwy na noc moja cera nie była przetłuszczona, bo krem przez całą noc idealnie się wchłonął. Rano moja cera była miękka w dotyku i fajnie nawilżona, dzięki czemu nawet nie musiałam sięgać po krem nawilżający, tylko od razu użyłam kremu BB. Uwielbiam w tym kremie nie tylko szybkie działanie, ale cudowny zapach, który uzależnia, bo zdarza mi się przed zastosowaniem wdychać jego cudowny zapach. :D 

Znacie kosmetyki bydgoskiej firmy Apis? Możecie polecić jakiś fajny produkt?

niedziela, marca 08, 2015

Długotrwałe nawilżenie ciała - nietypowy balsam Nacomi, który uzależnia

Długotrwałe nawilżenie ciała - nietypowy balsam Nacomi, który uzależnia
Pamiętacie, jak pokazywałam Wam cudowną paczuszkę, jaką dostałam od firmy Nacomi? Otóż dzisiaj chcę Wam przybliżyć ostatni kosmetyk, jaki miałam przyjemność testować, i który najbardziej mnie urzekł i jednocześnie zaskoczył, co się wbrew pozorom nie zdarza zbyt często. :-) 
Mowa o naturalnym balsamie do ciała z masłem shea i olejem avokado, o którym myślałam, że jest typowym masłem, bo konsystencja na pierwszy rzut oka mnie zmyliła. 


Balsam, który dla mnie typowym balsamem absolutnie nie jest, zamknięty jest w plastikowym pojemniczku o pojemności 100 ml z dodatkowym wieczkiem chroniącym i zapewniającym maksimum higieny. Po otwarciu naszym oczom ukazuje się zbita konsystencja balsamu przypominająca typowe masło, ale wystarczy tylko zanurzyć palce i poczuć, że to bardziej gęsty mus, który w zbliżeniu przypomina gałkę lodów. :-)  


Aby rozsmarować "balsam" należy rozetrzeć go w dłoniach, aby pod wpływem temperatury roztopił się i zmienił w oleisty i cudownie pachnący balsam. Dodatek masła shea i olejku avokado bardzo głęboko regeneruje nawet najbardziej suchą skórę, koi podrażnienia (szczególnie po goleniu) i długotrwale nawilża. Po wieczornej kąpieli i użyciu tego kosmetyku, moja skóra nawet rano jest jeszcze nawilżona i cudownie pachnąca. Pierwszy raz spotkałam się z takim produktem, nie dość że w 100% naturalny, to jeszcze zawiera bardzo dużą dawkę olejku avokado, bo zaraz po aplikacji moje ciało wygląda tak jakbym nasmarowała je typowym olejkiem. Zapach jest idealnie wyważony, nie mdlący, nie za słodki, powinien spodobać się każdej kobiecie, bo połączenie avokado z masłem shea daje ciekawy zapach. 

Balsam Nacomi według zapewnień producenta ma regenerować skórę oraz działać przeciwzapalnie oraz przeciwalergicznie. Z całą stanowczością mogę potwierdzić jego działanie, jest wprost stworzony do skóry problematycznej, która potrzebuje wyjątkowej ochrony i pielęgnacji. Odkąd go używam nie wyobrażam sobie innego kosmetyku, który łagodziłby moje dosyć częste podrażnienia po depilacji. Moja skóra jest po nim niesamowicie miękka, nawet tak suche obszary jak łokcie, kolana czy pięty bardzo szybko stają się odżywione i gładkie. 


Kolejny niesamowicie ważny aspekt to w pełni naturalny skład, w którym znajdziemy: masło shea (karite), olej z avokado, witaminę E oraz olejki eteryczne. Żadnych konserwantów, sztucznych barwników czy też parabenów. Okazuje się, że można zrobić super kosmetyk bez żadnych szkodliwych dodatków odpowiedni nawet dla alergików.

Jeśli jesteście włosomaniaczkami to z powodzeniem możecie użyć tego produktu do regeneracji włosów, wcierając go w końcówki włosów, dzięki czemu nawilżycie i odżywicie suche i zniszczone włosy - taka kuracja jest idealna na noc, nawet jeśli zdecydujecie się nałożyć balsam na całe włosy - wtedy polecam jakiś turban na głowę, bo pod wpływem ciepła wasze włosy będą oleiste. 

Specyficzna aplikacja również sprawia, że ten kosmetyk jest inny od wszystkich, Rozgrzewanie balsamu jest bardzo miłe, jednocześnie rozgrzewamy kosmetyk a z drugiej strony uwalniamy jego cudowny zapach. Polecam go jako produkt do wieczornego masażu, gwarantuję Wam niezapomniane przeżycia zmysłowe. ;-) 

Balsam Nacomi ma tak wiele zastosowań, że śmiało zastępuje kilka kosmetyków nie nadwerężając przy tym naszego domowego budżetu, bo za opakowanie w sklepie Nacomi zapłacicie jedynie 17 złotych. Kliknijcie w baner aby przenieść się do sklepu i zapoznać się z innymi wersjami balsamu.