Maseczki Yoskine - japoński rytuał piękna

09 czerwca

Od pewnego czasu trwa istny boom na azjatyckie kosmetyki, Europejki chcą wyglądać młodo i być zadbane tak jak Azjatki, które są obecnie niedoścignionym, pielęgnacyjnym wzorem. Na rynku jest coraz więcej kosmetyków wprost z Azji, za które czasami trzeba naprawdę dużo zapłacić. Okazuje się, że nie trzeba daleko szukać, aby dostać ciekawe, ogólnodostępne i stosunkowo tanie kosmetyki, na dodatek naszej rodzimej marki. Dax Cosmetics, bo to o niej mowa, ma w swoim portfolio linię kosmetyków Yoskine, które powstały we współpracy z japońskimi laboratoriami w Kioto. Inspirując się japońską filozofią Yin-Yang, naukowcy Yoskine we współpracy z laboratoriami Rohto w Japonii opracowali IN-YO TECHNOLOGY, która ma podwójną moc odmładzania skóry. Technologia IN’DETOX & YO’ACTIVE to rewolucyjne połączenie detoksykacji komórkowej i zaawansowanej pielęgnacji odmładzającej. Dzięki niej każdy kosmetyk Yoskine naturalnie oczyszcza komórki z toksyn, przez co składniki aktywne dostarczane skórze są lepiej wchłaniane i działają nawet dwa razy skuteczniej, zapewniając odnowę struktur skóry i intensywny efekt odmładzający. Dzisiaj chciałabym Wam przedstawić 3 saszetkowe maseczki, z których zwłaszcza dwie są wręcz fenomenalne i zasługują na uwagę.

ASAYAKE PURE czyli po japońsku Poranny Blask, to linia oczyszczająca mająca zapewnić naszej skórze świeżość i promienny wygląd. Znajdziemy w niej 6 kosmetyków, a wśród nich istną perełkę, a mianowicie termo - oczyszczający zabieg wulkaniczny.
Od producenta
Wulkaniczny, dwuetapowy zabieg oczyszczający i zmniejszający pory, nadający cerze jedwabisty mat.
STEP 1 – SAUNA-PEELING ZEOLITOWY
Zawiera ścierające granulki oraz drobinki Zeolitu, które po nałożeniu na wilgotną skórę doprowadzają do reakcji termicznej. Pod jej wpływem skóra rozgrzewa się, otwierają się pory, a następnie usuwane są zanieczyszczenia i nadmiar łoju. 
STEP 2 – CZARNA MASKA Z LAWY
Bio-aktywna glinka z lawy wulkanicznej, która oczyszcza pory, a następnie je zamyka wyraźnie zmniejszając widoczność wszelkich nierówności na skórze. Kompleks oligoelementów i ekstraktu z kory Enantia Chlorantha nadaje cerze idealny matowy efekt, jedwabistą gładkość i zdrowy koloryt.

Moje wrażenia
Saszetka podzielona jest na dwie części, z których każda odpowiada kolejnemu etapowi pielęgnacji. Krok pierwszy to nic innego jak wykonanie peelingu na oczyszczonej skórze twarzy. Ale to nie jest taki zwykły peeling, z jakimi miałam do tej pory do czynienia. Wszakże, ma to być termiczny zabieg, a więc byłam nastawiona na pewną dawkę ciepła na mojej twarzy. Tuż po otwarciu saszetki bardzo się zdziwiłam, kiedy to peeling w kontakcie z moimi rękami zaczął mnie grzać! Ale spokojnie, to nie było nic niemiłego, po prostu było mi ciepło w ręce, jakby mi ktoś je ogrzał suszarką. To dziwne, bo przecież dopiero pod wpływem masowania miała zajść reakcja, w wyniku której miała się uwolnić pewna dawka ciepła. No nic, nałożyłam peeling na twarz i zaczęłam delikatne masowanie. Granulki choć mikroskopijne naprawdę mocno masują, ciepło jest delikatne, nic nie parzy, nie czułam absolutnie żadnego dyskomfortu, było błogo i przyjemnie. Granulki porównałabym do peelingu mechanicznego, naprawdę głęboko oczyszczają, miałam wrażenie że wżerają się w moje wągry i je czyszczą, jak jakaś szczotka. Całe zanieczyszczenia z twarzy zostało bardzo dokładnie zmyte, skóra od razu była miękka, bez uczucia szorstkości, i mimo, że peeling dawał całkiem mocno popalić mojej skórze, nie zauważyłam żadnych zaczerwienień, plamek czy ewentualnego podrażnienia. Bardzo spodobał mi efekt cieplny, dzięki niemu poczułam się jak w saunie, kiedy to otwierają się wszystkie pory, z których wychodzą na wierzch nagromadzone zanieczyszczenia. Jestem pewna, że regularne stosowanie przynajmniej raz w tygodniu dogłębnie oczyści pory, przez co nie będą wyskakiwać mi żadne niespodzianki. 
Krok drugi to nałożenie glinki koloru szarego, która oczywiście zastyga po kilku minutach na twarzy. Uwielbiam moment, kiedy glinka już wysycha, moja twarz jest unieruchomiona i nie mogę kompletnie nią poruszać. :D Moja córka zawsze się wtedy ze mnie śmieje. :-) Po 20 minutach trzeba bardzo dokładnie zmyć glinkę z twarzy, powtarzam DOKŁADNIE, ponieważ jak to glinka, wżera się w skórę, w załamania i trzeba się trochę napracować, aby usunąć ją całkowicie. Ja zawsze przemywam jeszcze twarz tonikiem, wówczas mam 100% pewność, że glinka zniknęła z mojej twarzy i nie nigdzie się nie ukryła (zwłaszcza w okolicach oczu). 
Po takim dwuetapowym zabiegu cera jest niesamowicie dogłębnie oczyszczona, znikają zanieczyszczenia dnia codziennego, pory są zmniejszone, a cera nabiera promiennego i zdrowego wyglądu. Polecam wszystkim tym, którzy mają problem z błyszczącą się cerą, zabieg fantastycznie matuje cerę, daje radę nawet w newralgicznych miejscach jak sfera T. Efekt termiczny jest ciekawym rozwiązaniem, porównywalnym do wizyty w saunie, z tą różnicą, że przeprowadzamy go w domu. To moja pierwsza tego typu maska, zaskoczyła mnie bardzo pozytywnie i z przyjemnością do niej wrócę. Cena ok. 6 złotych.

KIREI LIFTING po japońsku znaczy Piękny, łączy innowacyjne działania α-glukanu zapewniającego auto-energizację komórek skóry z opatentowaną formą retinolu zamkniętego w micronach 10x100 μsph (sferulity retinoidalne). Sferulity retinoidalne – jak pąki peoni – sukcesywnie wraz z przenikaniem do głębszych warstw skóry „rozkwitają” wewnątrz skóry, otwierając się i uwalniając retinol na jej różnych poziomach aż do 48 h od momentu aplikacji kremu. Dzięki tej innowacji KIREI LIFTING spektakularnie wygładza zmarszczki i ujędrnia skórę, przywracając jej naturalne piękno i młody wygląd.  Linia składa się z 9 kosmetyków, wśród nich znajduje się maseczka, będąca nowością w portfolio marki, czyli Weekendowy zabieg japoński - super wygładzenie skóry. 
Od producenta
Zabieg składający się z trzech maseczek na noc do szybkiej, weekendowej kuracji wygładzającej.
PIĄTEK i SOBOTA  OVERNIGHT ACID WRINKLE REMOVER Maska NA NOC z koktajlem kwasów glikolowego i migdałowego podczas snu usuwa ze skóry martwe komórki, niweluje nierówności, zmniejsza pory i fenomenalnie wygładza cerę. Skóra o poranku zyskuje niesamowitą gładkość – jest jakby wypolerowana. Nie stosować maseczki do cery wrażliwej lub naczynkowej.
NIEDZIELA PERFECT FINISH HYALU-FUSION Maska NA NOC będąca wykończeniem zabiegu wygładzającego. Zawiera wielowarstwowe sferulity retinolu i wypełniający skórę BIOLIPID Booster, które niwelują zmarszczki i regenerują głębokie struktury skóry. Maska udoskonala cerę czyniąc ją wypoczętą, nawilżoną, jedwabiście gładką i pełną energii w poniedziałkowy poranek.
Moje wrażenia
Saszetka podzielona jest na 3 części, z których każda odpowiada kolejnemu etapowi pielęgnacji., czyli nakładaniu odpowiednich masek. Każda z nich ma bardzo kremową konsystencję, nie przelewają się przez palce, ale też nie są na tyle zbite, żeby trzeba było namęczyć się z ich nakładaniem. Maseczki są jedwabiste w dotyku, delikatnie suną po twarzy, bardzo subtelnie pachną, wyczuwam jakieś bliżej nieokreślone nuty kwiatowe. Maseczki przeznaczone na sobotę i niedzielę to bomba dobroczynnych kwasów, które w sposób niezauważony usuwają martwe komórki naskórka, ponieważ w trakcie snu dochodzi do ich złuszczania, a usuwamy je podczas porannego mycia twarzy. Maseczka starczyła mi na 2 użycia, a nałożyłam dosyć grubą warstwę, zamiast kremu na noc oczywiście. Dosyć szybko się wchłonęły, ale to sprawa bardzo indywidualne, moja skóra prawie wszystkie maski zasysa jak odkurzacz. Rano zanim zmywałam maseczkę, czułam jeszcze jej obecność na twarzy, zaś po jej usunięciu cera była przyjemnie miękka, jakby całą noc sobie odpoczywała i wstała rano bez jakichkolwiek oznak stresu czy zmęczenia. Czuć było jeszcze filtr nawilżenia, wobec czego nie musiałam nakładać kremu na dzień, tylko serum, które w zupełności mi wystarczyło. 
Niedzielna maska ma za zadanie "postawić" naszą skórę na nogi, sprawić, abyśmy w poniedziałek obudziły się wypoczęte, promienne i rześkie. Czy faktycznie tak się poczułam? No cóż, po jednym razie z pewnością nie jestem w stanie stwierdzić, czy maska ma faktycznie działanie przeciwzmarszczkowe. Niemniej jednak cera po jej zastosowaniu jest bardzo dobrze nawilżona, odżywiona i zregenerowana, czyli wygląda zdrowo, nie ma niej śladu zmęczenia, ani oznak szarości/ziemistości. Czuć na niej cieniutki filtr, jakby to była silikonowa baza, ale nie na tyle mocna, abym zrezygnowała z kremu na dzień. Dodatek retinolu przy częstszych stosowaniu tej maski na pewno pozytywnie wpłynie na walkę ze zmarszczkami.
Moim zdaniem taki weekendowy zabieg jest świetnym rozwiązaniem dla kobiet zabieganych, które w tygodniu nie mają czasu na dogłębną pielęgnację twarzy. 3 wieczory to sposób na dostarczenie naszej skórze tego, czego nie możemy dać jej w tygodniu, czyli witamin, składników odżywczych i nawilżenia. Jeśli chcemy, aby nasza skóra, tak jak i my, odpoczywała w weekend, to zafundujmy jej taki zabieg, za który zapłacimy niecałe 6 złotych.

MARYOKU EXCELLENCE po japońsku Maryoku to nic innego jak Czar, jest to linia odmładzająco-upiększająca oparta na wyjątkowym działaniu opatentowanej formy wielkocząsteczkowych protein jedwabiu, które zapewniają skórze kojącą ochronę i jedwabiste wygładzenie. Wzbogacona o proteiny ryżowe i sojowe, doskonale regeneruje skórę i wypełnia zmarszczki, gwarantując luksusowy efekt odmładzający. Do wyboru mamy 8 kosmetyków, w tym maseczkę Lodowy lifting - zabieg z nićmi jedwabiu.
Od producenta
Unikalny, dwuetapowy zabieg odmładzająco - nawilżający, który łączy wygładzający peeling z kryształkami diamentu oraz liftingującą terapię zimnem. Polecany szczególnie jako szybko upiększający zabieg SOS.
STEP 1 – DIAMENTOWY PEELING
Masaż kryształkami naturalnego diamentu doskonale wygładza cerę oraz zwiększa mikrokrążenie czyniąc skórę odświeżoną i przebudzoną do dalszych zabiegów pielęgnacyjnych.
STEP 2 – LODOWA MASKA SILK-LIFT 4 ° C
Liftingująca maska działająca na zasadzie SHOCK-ICE-LIFTING. Formuje na skórze zmikronizowaną siateczkę Focus BLUR i pobudsza skórę do natychmiastowego napięcia i ujędrnienia. Nici jedwabiu i nawilżająca woda z lodowca zapewniają aksamitną gładkość od razu po aplikacji. 

Moje wrażenie
To jest właśnie ta druga maseczka, a właściwie zabieg, który skradł moje serce, i do którego z pewnością niedługo powrócę. Pokochałam już w momencie aplikacji peelingu na twarz, masaż twarzy jest niezwykle relaksujący, w peelingi nie wyczuwam kryształków diamentu, jest to raczej pył, który ma bardzo dobre właściwości ścierające i oczyszczające. Pobudza skórę, niejako zmusza są do pracy, znika wszelkie zmęczenie, a przychodzi ukojenie i relaks. Niespodzianka spotkała mnie, kiedy zmywałam peeling. Otóż, pyłek zostaje na twarzy. Trzeba BARDZO DOKŁADNIE go zmyć, ja mimo moich starań musiałam go jeszcze usuwać tonikiem, a i tak miałam wrażenie, że gdzieniegdzie pyłek się osadził. To akurat nie przeszkadzało mi, bo i tak nakładałam maseczkę. Podejrzewam, że gdyby nie to, pewnie bym narzekała, jak to ciężko go zmyć, Po schłodzeniu opakowania w lodówce przez godzinę, nałożyłam lodowatą maskę na twarz. Ależ przeżyłam szok termiczny! Niesamowity chłód na twarzy, ale też ukojenie, taki szok termiczny nie wszyscy lubią, ale było całkiem ok. Co ważne, MASKI SIĘ NIE ZMYWA, ALE ZOSTAWIA DO WCHŁONIĘCIA. Bałam się, że taka kremowa konsystencja zostawi tłusty filtr, czy też zapcha mi pory, ale moje obawy się nie potwierdziły. Dosyć szybko się wchłonęła nie obciążając mi skóry, nie potrzebowałam już kremu nawilżającego, a zaaplikowany podkład nie rolował się. Cera wyglądała na odżywioną i nawilżoną, faktycznie to taki szybki trik, aby coś dobrego zrobić z cerą, zwłaszcza wtedy, kiedy widać na niej zmęczenie i brak jej blasku. W peelingu to się wręcz zakochałam, mimo, że odrobinę zostawał na twarzy, to pyłek z diamentów fantastycznie oczyszcza i ujędrnia, zaś lodowa maska daje niezłego "kopa" skórze, błyskawicznie ją napinając. 
REASUMUJĄC
Marka Yoskine to seria luksusowych kosmetyków bazujących na japońskich składnikach, stworzona we współpracy z japońskimi laboratoriami w Kioto. Według mnie bardzo niedoceniana i zdecydowanie zbyt mało obecna w blogosferze, zobaczcie ile ciekawych kosmetyków i linii mają w swoim portfolio! Maseczki, które Wam zaprezentowałam są naprawdę bardzo dobre, szczególnie polecam zabiegi wulkaniczne i z nićmi jedwabiu. Dają nam możliwość szybkiego ujędrnienia i napięcia skóry, pomocne wtedy, kiedy nie mamy zbyt dużo czasu na pielęgnację, ale mimo wszystko, chcemy wyglądać promiennie. Maseczka z lawy i peeling zeolity jest wprost idealny do cery tłustej, problematycznej czy mieszanej - bardzo dogłębnie oczyszcza i odświeża cerę. Zabieg z nićmi jedwabiu to SOS dla skóry zmęczonej, potrzebującej wygładzenia i napięcia. Weekendowy zabieg japoński to z kolei alternatywa dla luksusowych zabiegów w salonach kosmetycznych, 3 maseczki są w stanie zregenerować i nawilżyć skórę, dostarczyć jej składników odżywczych i nadać jej aksamitności.
Polecam Wam poszukać marki Yoskine w perfumeriach Douglas, tam jest największy wybór ich kosmetyków, bo w Rossmannie są pojedyncze rzeczy. 
Znacie w ogóle markę Yoskine, albo maseczki, które Wam pokazałam? Co sądzicie o takich zabiegach, zamkniętych w saszetkach?

Zobacz także

16 komentarze

  1. Kojarzę tą markę, jednak nigdy nie miałam ich produktów, może kiedyś się skuszę :) często używam kosmetyków w saszetkach, wtedy możemy wypróbować, czy dana opcja się u nas sprawdzi, bez konieczności kupowania dużego opakowania :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ja do tej pory bardzo rzadko sięgałam po saszetki, ale te maseczki są tak fajne, że warto je mieć pod ręką, a taka forma sprawdzi się podczas wakacji, kiedy chcemy zabrać tylko najpotrzebniejsze rzeczy :-)

      Usuń
  2. Pierwszy raz słyszę o tych maseczkach. Zaciekwiłaś mnie nimi :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. powinny być dostępne w Rossmannie, a jak nie to na pewno w Douglasie

      Usuń
  3. Pierwszą z glinką bym wypróbowała ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. glinka jest fenomenalna, ale grzejący peeling jeszcze lepszy :D

      Usuń
  4. Uwielbiam dobre produkty (pilingi) Ta druga propozycja szczególnie mnie zaciekawiła:)

    OdpowiedzUsuń
  5. ja czekam na nowość jak wejdzie taka fioletowa do ciała :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. jestem ciekawa cóż to za nowość będzie ;-)

      Usuń
  6. Nigdy nie słyszałam o tej marce, ale chętnie bym ją poznała :)

    Kochana poklikałabyś w linki w najnowszym poście ?
    Dzięki ;*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. marka rzadko obecna na blogach niestety :-(

      Usuń
    2. Bo Yoskinie nie należy do najtańszych, a i marka sama w sobie ma słaby PR :(

      Usuń
    3. mi Yoskine kojarzy się z luksusowymi kosmetykami, obecna w Douglasie do którego rzadko zaglądam :-(

      Usuń
  7. Część bym wyprobowala ale wolałabym np w tubce :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Testuję właśnie dokładnie te same trzy maseczki. Weekendowy zabieg mam zamiar wykorzystać w przyszłym tygodniu. Hehe :)

    OdpowiedzUsuń