Tradycyjne maseczki vs. maska tkaninowa L'Biotica w roli głównej

03 czerwca

Przez dosyć długi czas w ogóle nie korzystałam z maseczek do twarzy, jakoś nie po drodze było mi z nimi. Od niedawna panuje na nie istny boom, zwłaszcza na te w bawełnianych płatach, silnie nasączonych składnikami aktywnymi i substancjami nawilżającymi. Dzisiaj postanowiłam porównać tradycyjne maseczki z serii Dermomask z algową maską tkaninową polskiej marki L'biotica. Która z nich wygrała starcie i znalazła u mnie szczególne uznanie?

Aktywny lifting
To wyjątkowa maseczka wygładzająca zmarszczki i zapewniająca efekt napięcia skóry jak po liftingu.
Produkt zawiera aż 10% Vaccinium myrtillus (wyciągu z borówki), bogatego źródła witaminy C i B1 oraz karotenoidów będących naturalnymi przeciwutleniaczami. Vaccinium myrtillus zawiera również naturalnie upiększające olejki eteryczne. Wyjątkowe właściwości tej rośliny pozwalają skutecznie wygładzić zmarszczki oraz poprawić napięcie skóry.
Maseczka AKTYWNY LIFTING dodatkowo została wzbogacona o kompleks mikroalg, witamin, polisacharydów i aminokwasów, który ma działanie liftingujące.
Efektywna regeneracja
To wyjątkowo skuteczna maseczka odżywcza, efektywnie regenerująca cerę. Jej receptura oparta została o dobroczynne działanie 2% Persea gratissima (wyciągu z awokado). Awokado to zbawienny owoc dla cery suchej i dojrzałej. Jest jednym z najcenniejszych źródeł witaminy E, K, H, PP i C oraz białka, karotenów, potasu i magnezu. Doskonale pielęgnuje i zapewnia widoczne odmłodzenie cery. Dzięki dużej biozgodności z substancjami tłuszczowymi zawartymi w skórze, idealnie ją natłuszcza, nadaje cerze ładny koloryt i działa przeciwzmarszczkowo. 
Intensywne nawilżenie
Maseczka intensywnie nawilżająca z serii DERMOMASK, zawiera 2% Cucumis sativus (wyciąg z ogórka) oraz 2% Vitis vinifera (wyciąg z winogron).
Połączenie naturalnych składników pozwala na pełne odżywienie i odświeżenie skóry, dzięki czemu staje się ona wygładzona, elastyczna i zmiękczona.
2% Cucumis sativus - dzięki dużej zawartości soli mineralnych i wody działa odżywczo na spragnioną skórę, łagodzi podrażnienia i przywraca jej naturalną równowagę kwasową. Ma także doskonałe działanie tonizujące. Intensywnie odświeża i zmiękcza skórę.
2% Vitis vinifera - zawiera bardzo dużo odmładzających polifenoli, fitohormonów, witamin i kwasów owocowych, dzięki czemu stymuluje produkcję kolagenu, elastyny i kwasu hialuronowego. Zwiększa również właściwości obronne skóry i chroni ją przed wolnymi rodnikami.
Głębokie oczyszczenie
Maseczka do twarzy głęboko oczyszczająca, oparta została na zawartości aż 20% Kaolin (białej glinki) oraz 4% Avena sativa (wyciąg z owsa). Połączenie to pozwala uzyskać skórę idealnie oczyszczoną i matową. Dzięki dużej zawartości cynku leczy niedoskonałości skóry.
20% Kaolin - napina i wygładza cerę, likwiduje jej błyszczenie nadając matowy wygląd. Dzięki delikatności działania, doskonale nadaje się również dla skóry suchej, pozbawionej elastyczności i witalności. Nie tylko bardzo skutecznie oczyszcza naskórek, ale także dba o jego mineralizację. Dodatkowo wykazuje działanie antyseptyczne.
4% Avena sativa - pobudza ukrwienie skóry oraz posiada właściwości regenerująco-odżywcze. Doskonale łagodzi podrażnienia.  Zawarta w owsie miedź napina skórę, a witaminy z grupy B zapobiegają jej pękaniu. Jest bogatym źródłem witaminy E, zapobiega powstawaniu przebarwień i nawilża skórę. Posiada właściwości przeciwzapalne i skutecznie łagodzi podrażnienia.
Moje wrażenia
Tradycyjne maseczki nakładamy na oczyszczoną skórę twarzy i zostawiamy na 15-20 minut. Moim zdaniem takie maseczki nie są dla leniuchów, bo jak nie patrzeć, trzeba się trochę pobrudzić, nałożyć, a potem zmyć, czyli potrzebne jest większe zaangażowanie z naszej strony. Trzeba również poświęcić więcej czasu, a jak wiecie nie zawsze znajdziemy chwilę na taką dogłębną pielęgnację. U mnie na pierwszy ogień poszła maseczka nawilżająca, byłam ciekawa, czy poradzi sobie z uczuciem suchości i wieczornego ściągnięcia, jakie często mi towarzyszy. Zaskoczyła mnie ilość kosmetyku w saszetce, jest go bardzo dużo, i starczyło na 3 aplikacje, a powiem Wam, że kładłam grubą warstwę. Przyznam się, że nie sprawdzałam walorów zapachowych maseczek, bo szczerze mówiąc nie jest to dla mnie ważne, inne kosmetyki muszą ładnie pachnieć, natomiast maseczki są dla mnie zwykle neutralne. :-)
Maseczkę trzymałam przez 15 minut, w tym czasie przeglądałam w spokoju gazetę, taka chwila relaksu, kiedy dziecko już śpi. Po upływie tego czasu udałam się jak zwykle do łazienki, aby ją zmyć no i szok! Nie miałam czego zmywać! Moja cera dosłownie wypiła tę maskę, jak jakiś pyszny odżywczy koktajl. Nie było absolutnie żadnego tłustego filtru, cera była miękka i świetnie nawilżona, efekt był wyczuwalny jeszcze następnego dnia rano. Do tej pory żadna maska w saszetce nie dała rady nawilżyć mojej cery w tak dużym stopniu jak ta nawilżająca L'biotica. Naprawdę pozytywne zaskoczenie, tym bardziej, że starczyła mi na dwa porządne użycia, i efekt za każdym razem był tak samo dobry. Z pewnością do niej wrócę bo jest godna uwagi.
Kolejna maseczka, którą użyłam to oczyszczająca z kaolinem, czyli zawierająca nic innego jak białą glinkę. 

Biała glinka jest polecana skórom suchym i wrażliwym, jest bardzo delikatna dla cery, po jej użyciu cera jest promienna i zregenerowana. Osobiście nie byłam do niej przekonana, no ale odkąd biegam pojawia mi się sporo potówek na twarzy i drobnych zaskórników, które niesamowicie mnie denerwują.... Maseczki starczyło mi na dwa użycia, nałożyłam naprawdę sporą ilość i po upływie 15 minut moja twarz zastygła na amen. :-) Uwielbiam ten moment, kiedy glinka ściąga mi cerę, nie mogę nic mówić, i czuję jak moje pory zasysają maseczkę. Wiecie na pewno, że zmywanie masek z glinką to zgroza. Naprawdę trzeba się namęczyć, aby ja dokładnie usunąć, mi zawsze coś tam zostanie, szczególnie w okolicach oczu i wówczas ratuję się płynem micelarnym lub tonikiem, które świetnie domywają twarz. Jeśli spodziewacie się, że po zużyciu jednej maseczki Wasze pory znikną lub zostaną zmniejszone, to niestety muszę Was rozczarować. U mnie nic takiego się nie stało. Niemniej jednak moje ogniska wyprysków zostały zaleczone, cera lekko zmatowiona, bez efektu przesuszenia, wyglądała odrobinę lepiej niż przed zastosowaniem, ale sądzę, że trzeba jej używać regularnie, aby faktycznie powalczyć z zaskórnikami czy w ogóle z oczyszczaniem twarzy, 
Maseczka efektywna regeneracja to nic innego jak zastrzyk energii dla skóry suchej, zmęczonej czy poszarzałej. 

Lubię jej używać w weekend, wtedy funduję sobie taki antystresowy pakiet, usuwam zmęczenie z całego tygodnia. Codzienna praca w klimatyzowanym pomieszczeniu niestety nie służy mojej cerze, problemy ze snem (niestety coraz częstsze) sprawiają, że często wyglądam po prostu źle, cera jest ziemista i pozbawiona blasku. Maseczka dostarcza jej niezbędnych witamin, pozytywnie wpływa na przywrócenie jej ładnego i przede wszystkim zdrowego wyglądu. Maseczka ma natłuszczać cerę, jednak moja sucha skóra wypiła ją prawie w całości, tak więc ten efekt u mnie się nie pojawił, podejrzewam, że posiadaczki skóry normalnej będą jej lepszymi odbiorcami. Duży plus za to, że nie zostawia tłustego filtru na skórze, po jej użyciu nie ma potrzeby nakładać kremu na noc, no chyba, że bardzo tego chcemy, ale nie lubię przeładowywać kosmetyków na mojej skórze i zapychać porów.
Aktywny lifting to jedyna maseczka, która nie do końca się u mnie sprawdziła, tzn. efektów liftingu nie zauważyłam, to chyba kwestia tego, że potrzeba długofalowego działania i częstego stosowania, aby faktycznie zauważyć ujędrnienie skóry. 

Po dwóch użyciach mogę jedynie powiedzieć, że maseczka zostawia skórę gładką, tak jakby się nałożyło niewidzialny silikonowy film wyrównujący zmarszczki. Z pewnością przyczynia się do tego konsystencja, pomarańczowa leista, lekko żelowa. Tak jak inne maseczki nie zatkała mi porów, całkiem dobrze nawilżyła i usunęła z mojej skóry zmęczenie.

PODSUMOWANIE

Dermomask L'biotica mają bardzo kremową konsystencję (wyjątkiem jest Aktywny lifting), są wydajne, bo jedna saszetka starcza na 2-3 użycia. Nie zapychają porów, dobrze nawilżają i poprawiają wygląd cery. Jedynym minusem, dla mnie typowego leniuszka jest poświęcenie im więcej uwagi, trzeba je dokładnie zmyć (wyjątkiem u mnie była maseczka nawilżająca) i stonizować skórę. Niemniej jednak wygodna saszetkowa forma jest idealna do wrzucenia do torby na wyjazd, nie trzeba zabierać jakiegoś słoiczka z maską. Poza tym jeśli nam się nie spodoba jej działanie, to bez wyrzutów sumienia możemy ją wywalić i nie martwić się o wydane pieniądze, bo kosztuje ona kilka złotych. 
Maska w tkaninie Algi oceaniczne ma za zadanie ujędrnić i poprawić koloryt.
100% SEAWEED ESSENCE – to unikalny produkt, który dzięki połączeniu składników zawartych w algach oceanicznych oraz mikroelementów, takich jak: brom, cynk, jod, wapń, żelazo, miedź, magnez i mangan powoduje łatwe ich przenikanie przez barierę warstwy rogowej skóry, zapewniając jej prawidłowe funkcjonowanie. 
Zawarte w algach węglowodany działają bakteriostatycznie, regulują pracę gruczołów łojowych, poprawiają krążenie, stymulują odnowę naskórka, wygładzają, lekko napinając skórę, zapobiegają jej wiotczeniu, opóźniają tym samym proces starzenia się i powstawania zmarszczek. Obecne w algach mukopolisacharydy (MPS), głównie kwas hialuronowy i siarczan chondroityny, są substancjami silnie nawilżającymi skórę. 
Ze względu na zawartość witamin z grupy B (B1, B2, B5, B6, B12), które biorą udział w metabolizmie tłuszczów i białek, algi wykazują zdolność odnowy naskórka. Zawarte w nich witaminy E i C oraz ß-karoten wykazują działanie antyrodnikowe, aktywizują procesy regeneracyjne zachodzące w skórze, poprawiają jej koloryt.
Moje wrażenia
Zakochałam się w tkaninowych maskach i nic na to nie poradzę. Uwielbiam je za to, że pływają wręcz w składnikach aktywnych, które silnie nawilżają, są niesamowicie wygodne w noszeniu no i bez problemu można w nich przemieszczać się, bo nie spadają z twarzy. Algowa maseczka tuż po otwarciu pachnie ładnie i subtelnie, wyczuwam nuty aloesowo - ogórkowe, a nie typowo algowe, które delikatnie mówiąc mi się nie podobają. :-) To moja druga tkaninowa maska L'biotica i muszę przyznać, że jestem pod jej ogromnym wrażeniem. Jest dla mnie odrobinę za duża, ale tak gdzie muszę to ją delikatnie podwijam, bardzo dobrze przylega do twarzy, otwory na oczy, nos i usta są dosyć duże, więc powinny pasować na każdego. Pierwszy kontakt z maską przypomina zanurzenie palców w chłodnej i przyjemnej mazi, wewnątrz opakowania jest naprawdę dużo "płynu". Nałożenie samej maski nie nastręcza żadnych problemów, wystarczy dobrze wpasować się w otwory. :D Później jest jeszcze lepiej, nie dość, że od razu czuć niesamowite nawilżenie, to na dodatek maska nie spada z twarzy, nie trzeba z nią leżeć plackiem, no chyba, że ktoś lubi. :-) Kolejny plus to fakt, że nic z niej cieknie, mimo tak dużej ilości substancji, w których była nasączona, są one na tyle dobrze "nałożone" na maskę, że nie ma opcji, aby nawet kropelka z niej pociekła. Ja ją polubiłam za delikatny chłód na twarzy, odprężenie i zero jakichkolwiek podrażnień, nawet jak ją dłużej potrzymamy to nic się nie stanie. 
Po zdjęciu maski trzeba przygotować się na pojawienie się pewnej warstewki nawilżenia, której trzeba pozwolić wchłonąć się, albo zmyć ją tonikiem, ale wtedy moim zdaniem zniweczymy wszystkie skutki jej działania.Można delikatnie ją przemyć i osuszyć ręcznikiem. Skóra po zastosowaniu maski jest aksamitna, miękka, nawilżona i nie wymaga użycia kremu. Według mnie to taka bankietowa maska, szybki sposób na poprawienie kondycji naszej cery. Jeśli macie ponadto problemy z cerą, to algowa maska załagodzi podrażnienia, bo daje naprawdę niesamowite uczucie ukojenia. Fajny jest też efekt chłodu, szczególnie teraz w upały, takie schłodzenie skóry jest mile widziane. :-)

Jaki jest wynik pojedynku tradycyjnych masek DermoMask i tkaninowej Algi oceaniczne L'biotica?
Zdecydowanie wygrywa tkaninowa maska, ze względu na minimum mojego zaangażowania, świetne nawilżenie, ukojenie cery i jej schłodzenie. Jestem pod wrażeniem takiej formy maski i z pewnością jeszcze do niej wrócę.
A jak jest u Was ze stosowaniem maseczek do twarzy? Używacie saszetkowych czy jednak preferujecie tkaniny? Znacie maseczki od L'biotica?

Zobacz także

14 komentarze

  1. Bardzo lubię tą maskę na tkaninie. Nawet ostatnio kupiłam w duecie z oczyszczającą z aloesem. Uważam, że są świetną alternatywą dla osławionych ostatnio SKIN79. Tą z algami już nie pierwszy raz kupiłam, efekty po niej są świetne :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Skin79 faktycznie zawładnął blogosferą, ale na naszym rodzimym podwórku jak widać też są dobre produkty :-) słyszałam już o tej oczyszczającej, jestem jej bardzo ciekawa, a mój mąż jeszcze bardziej, bo dzięki mnie pokochał maski w tkaninie :D

      Usuń
  2. Odpowiedzi
    1. Aniu, wiesz, że zaraziłam mojego męża miłością do masek bawełnianych? :D upodobał sobie zwłaszcza aloesową ze Skin79, co miesiąc robi u nich zakupy masek za 100 zł :P

      Usuń
  3. Miałam tylko 1 maskę na tkaninie od Bielendy :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. o a ja nawet nie wiedziałam, że Bielenda ma tkaninowe maski :D

      Usuń
  4. Super te maski, takiej w plachcie jeszcze nie miałam :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. jeśli lubisz szybkie efekty i minimum zaangażowania to polecam właśnie tkaninowe maski :-)

      Usuń
  5. Ja żadnej z nich nie znam bo najbardziej lubie te w tubkach, w płachcie miałam póki co tylko te koreańskie. Ale te tez wypróbuje ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. koreańskie to były moje pierwsze bawełniane maski i to od nich zaczęła się moja "tkaninowa" miłość :-)

      Usuń
  6. Ja bardzo polubiłam maseczki od SKIN79 ;-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Skin79 podbija internet i uważam że mają rewelacyjne koreańskie maski

      Usuń
  7. koniecznie muszę kupić kilka tych maseczek, kiedyś miałam taką tkaninową, ale większego szału nie zrobiła, najbardziej preferuję maski w pojemniczkach lub tubkach :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ja z kolei bardzo rzadko sięgam po te słoiczkowe, w ogóle jakoś nie chce mi się nakładać maseczek :P

      Usuń