poniedziałek, lipca 18, 2016

Naturalny poniedziałek - maseczka do twarzy regenerująca Love Me Green

"Weź głęboki oddech, uspokój myśli, zrelaksuj ciało..." Takie oto motto przyświeca producentowi naturalnych kosmetyków, francuskiej marce Love Me Green, która zainspirowana różnorodnością fauny i flory Kostaryki stworzyła organiczne kosmetyki, oparte głównie na ekstraktach i olejach roślinnych. Spośród wielu ciekawych kosmetyków, które w ostatnim czasie miałam przyjemność poznać, dziś chciałabym Wam przedstawić kosmetyk bez którego nie wyobrażam już sobie pielęgnacji mojej suchej skóry, kosmetyk do tej pory spychany u mnie gdzieś na margines, mowa o maseczce regenerującej z wyciągiem z żyta i liści czerwonej winorośli.

Od producenta
Ujędrniające wyciągi z żyta i liści czerwonej winorośli, minimalizują linie i zmarszczki. Odżywcze ekstrakty z masła shea i organicznego oleju sezamowego przywracają skórze nawilżenie* i elastyczność. Nasza maseczka na twarz jest dla wszystkich rodzajów skóry. *nawilżenie górnych warstw naskórka
Moje wrażenia


Maseczkę otrzymujemy w typowej plastikowej tubce, z której wyciskamy maskę. Z tyłu opakowania znajdziemy wszystkie niezbędne informacje, w tym również skład i oznaczenie, jak długo produkt jest ważny od momentu otwarcia (6 miesięcy). Co ciekawe, marka w trosce o środowisko, zrezygnowała z papierowych opakowań i ulotek informujących, zamieszczając wszystko co potrzebne, właśnie na opakowaniach. Dla wszystkich poszukujących bardzo szczegółowych informacji, wszelkie treści udostępnione są na stronie Lovemegreen, gdzie można poczytać nie tylko o produktach, ale również o niezwykle ciekawej filozofii marki. Kolejny szczegół, który jest ważny zwłaszcza dla tych, którym ekologia jest bliska, to fakt, że opakowania kosmetyków Love Me Green są przyjazne dla środowiska i w pełni nadają się do recyklingu. Niby taki drobiazg, wydawać by się mogło nieistotny szczegół, ale wnosi nową jakość w proces pakowania i dystrybuowania kosmetyków, okazuje się, że można produkować nie tylko kosmetyki oparte na roślinnych składach, ale również dawać konsumentom szansę zadbania o środowisko naturalne, bo czyż zużywając kosmetyki Love Me Green nie poczujemy, że w pewnym stopniu my też dbamy o środowisko i nie zaśmiecamy go plastikiem, który jest obecny niemal w każdej dziedzinie naszego życia? 
Wracając do maseczki, zaskoczyła mnie już po wydobyciu z opakowania, ponieważ jest dosyć gęsta, kremowa, spodziewałam się czegoś lżejszego, idącego w kierunku nawilżania. Początkowo przypominała mi z wyglądu glinkowe maseczki, podobne uczucie miałam również podczas jej nakładania, aż w końcu zastanowiłam się, czy faktycznie nie ma w składzie jakiegoś procenta glinki. Taka konsystencja to zasługa obecności masła shea, które jest gęste, treściwe i takie troszkę maślane przy zetknięciu ze skórą. Na szczęście jest niesamowicie podatna na rozprowadzenie na twarzy, sunie po skórze i nie trzeba dużo nabierać, aby dokładnie pokryć całą twarz. Ze względu na biały kolor, przypomina trochę glinkę, ale nie zastyga nie nie zmienia swojej konsystencji wraz z upływem czasu.
Kolejna niespodzianka spotkała mnie w kwestii zapachowej, bo ta maseczka ma tak niejednoznaczne nuty zapachowe, że trudno ją zdefiniować. Ja na pierwszym planie wyczuwam winogrona, a raczej wino, takie domowej roboty, ale na etapie ubijania winogron i pierwszego procesu fermentacji. ;-) Dochodzą do tego nuty roślinno - olejowe, na pierwszy plan wysuwa się sezam, chociaż ja najmocniej i tak czuję winogrono. Niemniej jednak zapach jest na tyle ciekawy, że wyróżnia się na tle innych maseczek do twarzy, nie jest mdlący, nie powoduje znudzenia czy wręcz przesytu. Zapach, owszem jest dosyć specyficzny, ale można się do niego przyzwyczaić, zresztą po nałożeniu na twarzy ja już go kompletnie nie wyczuwałam. 
A jak jest z efektami stosowania? Zacznę od tego, że maseczka jest swego rodzaju uniwersalnym kosmetykiem dla każdego typu cery, ponieważ w pewnym wieku każda cera potrzebuje regeneracji. Starannie dobrany i przemyślany skład zaskoczył mnie pozytywnym działaniem na moją suchą, ponad trzydziestoletnią skórę, bo oprócz nawilżenia pojawiło się też lekkie ujędrnienie, a co za tym idzie skóra nabrała miękkości i aksamitności, której kremy czy sera nie są w stanie dostarczyć w takiej sile, jak maseczki. Kolosalne znaczenie ma tu ekstrakt z liści winorośli czerwonej, która jest silniejszym przeciwutleniaczem niż witamina C czy E! Czyli tak naprawdę skuteczniej walczy z wolnymi rodnikami, które atakują nas z każdej strony (np. promieniowanie UV czy dym papierosowy) i  przyczyniają się do powstawania zmarszczek. Regularne stosowanie maseczki ( ja jej używam 2-3 razy w tygodniu) wygładza teksturę skóry, nadaje blasku zmęczonej skórze, poprawia jej gładkość oraz zmniejsza widoczność drobnych zmarszczek. Dla mnie ta maseczka to taki zastrzyk witamin, tym bardziej że czerwona winorośl jest przesiąknięta kwasami owocowymi, które wyraźnie poprawiają stan skóry suchej i odwodnionej. 
Maseczkę należy po 20 minutach dokładnie zmyć chłodną wodą i trzeba się do tego naprawdę przyłożyć, ponieważ ze względu na masło shea, "ślizga" się ona na twarzy w połączeniu z wodą. Niemniej jednak takie staranne zmywanie połączone z masażem przynosi same korzyści, ja jestem po takim zabiegu zrelaksowana a moja twarz wypoczęta i gotowy na nocną regenerację. Fakt, że w składzie jest olej sezamowy wpływa również na dosyć szybki wzrost nawilżenia skóry, ja pierwsze efekty w postaci miękkiej skóry, bez uczucia suchości czy ściągnięcia, zauważyłam po ok. 2 tygodniach, czyli 5-6 aplikacjach. Mimo, że nigdy nie byłam fanką maseczek (nie lubię "babrania się w nich", szkoda mi czasu na aplikowania, odczekania i zmywanie) to teraz tak się do niej przyzwyczaiłam, że bardzo się pilnuję, aby o niej nie zapomnieć. Świetnie uzupełnia podstawową pielęgnację mojej twarzy i wprowadza do niej pewne urozmaicenie.
Bardzo podoba mi się ekologiczna postawa firmy i jej dbałość w ochronę środowiska. Jakby tego było mało, kosmetyki Love Me Green to:

  • 100%  kosmetyki naturalne na bazie wyłącznie roślinnych składników aktywnych jak olejki i wyciągi roślinne
  • 100%  opracowane i wyprodukowane we Francji
  • 100%   zapachy na bazie wyciągów roślinnych
  • 100%  bez Izopropyl Palmitate
  • 100%  bez parabenów
  • 100%  bez silikonów, pochodnych olei mineralnych z przemysłu petrochemicznego
  • 100%  bez Phenoxyethanol
  • 100%  bez EDTA
  • Certyfikowane przez ECOCERT
Kosmetyki Love Me Green nie są testowane na zwierzętach.
No i sami powiedzcie, jak tu nie kochać tej marki? W swojej ofercie ma mnóstwo ciekawych produktów, m.in. oleje czy kremy i niedługo zaprezentuję Wam inne ich perełki, bo już mogę Wam zdradzić, I LOVE GREEN. :-) Znacie markę i jej kosmetyki? Jakich najczęściej maseczek używacie?

14 komentarzy

  1. uwielbiam maseczki :) tej nie miałam jeszcze

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ja dopiero przekonuję się do takich maseczek :-)

      Usuń
  2. Miałam kiedyś tą maseczkę i byłam zadowolona z jej działania :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ta maseczka daje naprawdę fajne efekty, przyzwyczaiłam się do niej, i jak do tej pory bardzo rzadko sięgałam po takie maseczki to teraz używam jej regularnie, normalnie SUKCES :D

      Usuń
  3. Zapach wina? ciekawe ;d czyli najlpeiej zmywać go za pomoca gąbki ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ja zmywałam ręcznie lub takimi fajnymi gąbeczkami Calypso :-)

      Usuń
  4. Do tej pory miałam tylko próbki tej marki :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ja w ogóle nie miałam próbek, wcześniej miałam olejek do masażu :-)

      Usuń
  5. Nie słyszałam o tej maseczce, ale chętnie się w nią zaopatrzę. :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Lubię maseczki! Ta brzmi całkiem kusząco :)

    OdpowiedzUsuń
  7. nie miałam jeszcze nic tej marki, ale maseczka zapowiada się ciekawie :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Kiedyś często wybierałam LMG teraz troszeczkę zapomniałam o tej firmie, dzięki za przypomnienie ;)

    Mam problem aby dodać Twojego bloga do obserwowanych... :(

    OdpowiedzUsuń
  9. Musze przyznać, że mnie zaintrygowałaś tą recenzją :) Ja od jakiegoś czasu używam kremu z Eve Lom - http://wisebears.pl/okazja/kosmetyki-eve-lom-25-z-kodem/ i bardzo go cenię i lubię, ale jak to kobieta, czasem lubię zmiany, może wypróbuje ten, o którym piszesz :) Korci mnie, żeby spróbować czegoś nowego. Najwyżej wrócę do tego sprawdzonego :)

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...