niedziela, sierpnia 21, 2016

Kobiety lubią brąz i Lirene o tym wie - Brązujący balsam pod prysznic do jasnej karnacji

Kosmetyki brązujące czy samoopalające podbijają rynek kosmetyczne i w zasadzie każda marka ma coś w swojej ofercie, coś co zasługuje na uznanie. Dzisiaj chciałabym Wam przedstawić absolutny HIT i nowość w dziedzinie samoopalania, kosmetyk nie wymagający wysiłku z naszej strony a dający fajne efekty. Lirene wprowadziło niedawno nowość, która zwróciła moją uwagę, bo jak wiecie ze słońcem jestem na bakier i w sezonie letnim ratuję się kosmetykami samoopalającymi. Brązujący balsam pod prysznic do jasnej karnacji Lirene to kosmetyk o tyle ciekawy, że w odróżnieniu od innych, aplikujemy go podczas kąpieli pod prysznicem i stopniowo zwiększamy intensywność. Ale czy faktycznie daje efekty i jestem z niego zadowolona? Przekonajcie się sami.

OD PRODUCENTA
Kosmetyk stopniowo nadaje skórze naturalny, świetlisty odcień opalenizny oraz zapewnia uczucie niezwykłej miękkości. Bez konieczności stosowania dodatkowego balsamu lub produktu brązującego! Balsam zapewnia efekt skóry muśniętej słońcem, którego intensywność uzależniona jest od ilości użyć. Nadaje skórze całego ciała równomierny, złocisty koloryt, bez smug i przebarwień oraz bez specyficznego zapachu samoopalacza. Dzięki specjalnej formule idealnie rozprowadza się na mokrej skórze, zapewniając wygodną i precyzyjną aplikację – również w trudno dostępnych miejscach (szyja, wewnętrzna strona ramion i ud). Dzięki zawartości wyciągu z bursztynu balsam wzmacnia naturalny kolor skóry.
Udowodnione rezultaty*:
- 100% łatwość aplikacji na mokrej skórze
- 89% brak nieprzyjemnego zapachu
- 78% efekt skóry muśniętej słońcem

*Test IN VIVO – ocena po 2 tygodniach aplikacji
OPAKOWANIE/KONSYSTENCJA/ZAPACH
Brązujący balsam do ciała do jasnej karnacji umieszczony jest w plastikowej, miękkiej tubce o pojemności 200 ml zamykany na popularne zamknięcie typu "click". Na tubce znajdziemy wszystkie informacje na temat kosmetyku wraz z instrukcją poprawnego użycia, co jest niezwykle ważne, bo jak już wspominałam, nie jest to typowy samoopalacza. Mianowicie balsam aplikujemy na umyte, lekko wilgotne ciało, dokładnie wmasowujemy i zostawiamy na 3 minuty. Pamiętajcie, aby dokładnie umyć ręce. Po upływie tego czasu balsamy zmywamy z ciała i delikatne osuszamy ręcznikiem. Można od razu się ubrać, balsam nie brudzi ani nie barwi ubrań. 
Konsystencja balsamu jest lekko kremowa, biała i delikatna w momencie zetknięcia ze skórą, dzięki czemu oprócz właściwości brązujących, balsam również pielęgnuje skórę. 
Zapach jest bardzo przyjemny, w ogóle nie ma nic wspólnego z brzydkim zapachem samoopalaczy i co ważne nawet w momencie utleniania się na naszej skórze nie zmienia się, więc nie pachniemy jak przypalona skwarka. Również ze względu na to balsam zasługuje na wielki plus, bo to co mnie odstrasza w produktach samoopalających czy brązujących to ich bardzo specyficznych, chemiczny zapach, ale na szczęście Lirene zadbało również o nasze zmysły. :-)

DZIAŁANIE
Balsam początkowo stosowałam 2 razy w tygodniu, bo nie wiedziałam czego się po nim spodziewać, a jak zwykle bałam się smug i zacieków. Sama aplikacja jest bardzo przyjemna, podobna do nakładania kremowego balsamu pod prysznic, który potem się po prostu spłukuje. Byłam niesamowicie zdziwiona, że kosmetyk brązujący już zaledwie po 3 minutach należy zmyć z ciała, przecież to tak krótki czas, aby coś w ogóle mogło się dziać na skórze. Niemniej jednak postanowiłam dać mu szansę i po niedługim czasie używałam codziennie, podczas każdej kąpieli pod prysznicem. Balsam nakładałam na całe ciało, również w tak newralgiczne miejsca jak łokcie i kolana, czyli tam, gdzie samoopalacze i kosmetyki brązujące zostawiały mi ciemniejsze plamy. 
Co ciekawe, opaleniznę można stopniować, zaś pierwsze efekty pojawią się po ok. 5 użyciach, czyli w zasadzie po tygodniu regularnego stosowania. 
Balsam zaskakuje już na samym początku, jest niezwykle kremowy i delikatny dla skóry, nie podejrzewałabym, że jest w stanie nadać skórze opalony wygląd. Skóra po nim jest gładka i dobrze nawilżona, nie ma żadnej potrzeby stosowania czegokolwiek do ciała, zresztą nie należy nic po nim nakładać, trzeba pozwolić kosmetykowi utleniać się, tak aby stopniowo skóra nabierała ciemniejszego wglądu. 
Mimo lekkiej konsystencji jest bardzo wydajny, nadal go mam, a stosuję go już od miesiąca i starczy mi jeszcze na kilka użyć. Kosmetyk jest świetny również dla podtrzymania opalenizny nabytej podczas wakacji, ponieważ ładnie podbija odcień skóry, nadając jej słonecznego wyglądu i ciepłej barwy. 
Jak już wspomniałam jego efekt można stopniować, czyli to my decydujemy jaką opaleniznę chcemy mieć, co jest bardzo wygodne, bo ja lubię lekką opaleniznę, w zasadzie takie muśnięcie skóry, ciemna opalenizna kojarzy mi się ze sztucznością. Co ważne, balsam nie tworzy żadnych zacieków, plam czy smug, łokcie i kolana są równomiernie "opalane", a opalenizna nie ma żółtych, sztucznych podtonów, cera wygląda jak po krótkiej ekspozycji na słońcu. 
U mnie pierwsze efekty w postaci lekko zbrązowionej skóry pojawiły się po około 5-6 użyciach, nie było efektu WOW, ale skóra wyglądała zdecydowanie lepiej, niż zawsze. Nie raziłam już swoją bladością, ale miałam fajny odcień, który stopniowo wzmacniałam, aż uzyskałam lekko brązową, bardzo naturalną opaleniznę. Balsam skradł moje serce nie tylko subtelnym i delikatnym efektem, ale przede wszystkim brakiem tych nieestetycznych plam, zacieków i smug, które bardzo często musiałam szorować pumeksem, aby zeszły ze skóry. Tutaj po prostu nakładałam balsam na ciało, czekałam, wycierałam się i ubierałam. Minimum wysiłku a efekty zadowalające. 
A teraz zasadnicze pytanie: co robić w trakcie tych minimum 3 minutach, kiedy to balsam powinien być na skórze? Początkowo nudziłam się niesamowicie, no bo wiecie trzeba stać nieruchomo i czekać.... Otóż po pewnym czasie postanowiłam, że trakcie tych 3 minut zrobię sobie manicure, czyli cofałam sobie skórki i wycinałam zadziorki. Czas szybko leciał a ja łączyłam przyjemne z pożytecznym. :-)

PODSUMOWANIE
kremowa konsystencja przypomina balsam pod prysznic
delikatny zapach nie przypomina typowych kosmetyków samoopalających czy brązujących
łatwa i wygodna aplikacja
pierwsze efekty widoczne po 5 użyciach
brak smug, zacieków czy smug
naturalna opalenizną, którą można stopniować
brak żółtych podtonów
dobra wydajność
Brązujący balsam spełnił moje oczekiwania, dzięki niemu nie tylko można podtrzymać opaleniznę, ale uzyskać również lekką opaleniznę, niczym muśnięcie słońca. Przyjemny zapach, brak specyficznego aromatu utleniania się to kolejny ważny aspekt stosowania tego balsamu. Nowość Lirene to jedna z ciekawszych propozycji w tym segmencie kosmetycznym i naprawdę warto zwrócić na niego uwagę. Za balsam zapłacicie niecałe 20 złotych, więc naprawdę to nie jest duży wydatek, biorąc pod uwagę widoczne efekty. 
Znacie balsam, który Wam pokazałam? Stosujecie kosmetyki brązujące?

26 komentarzy

  1. Mam go ale jeszcze nie używałam :) ciekawa jestem tej nowości

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. będzie dobry na zakończenie lata, aby podtrzymać opaleniznę :-)

      Usuń
  2. Bardzo fajny produkt ;) Ja z miłą chęcią bym się na niego skusiła ;) Również lubię delikatną opaleniznę ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. jest jeszcze wersja dla ciemnej karnacji, ale to raczej dla osób o śniadej karnacji ;-)

      Usuń
  3. Ja się z nim nie polubiłam. Brakło mi pomysłu na te 3 minuty (dzięki za podpowiedź). Oprócz tego ja czuję ten smrodek po jego użyciu...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ja smrodku nie czuję, w trakcie nakładania i zmywania bardzo ładnie pachnie, potem przez ubrania zwyczajnie go nie czuję :D

      Usuń
  4. Nie miałam go, a póki co uwielbiam produkty brązujące Vita Liberata :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ja też jestem fanką VL, ale ten produkt jest na tyle ciekawy, że z czystej ciekawości można się z nim zapoznać

      Usuń
  5. Podoba mi się jego formuła - pod prysznic ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. to jest dosyć ciekawe rozwiązanie, na pewno inne niż wszystkie dostępne kosmetyki :D

      Usuń
  6. Nigdy nie stosowałam tego typu produktów :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ja tego typu kosmetyki stosuję od niedawna i nie wszystkie są fajne

      Usuń
  7. przyjemne z pożytecznym ;) skórki zrobione :P

    OdpowiedzUsuń
  8. U mnie tylko i wyłącznie Vita Liberata :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. mam również VL, ale oni nie mają kosmetyku pod prysznic, a balsam Lirene to ciekawe rozwiązanie :D

      Usuń
  9. Jak pierwszy raz o nim usłyszałam, to miałam mieszane uczucia. Ale skoro działa, to w sumie jest to fajny pomysł.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ja długo po niego nie sięgałam, bo nie miałam pomysłu co robić w ciągu tych 3 minut, stać nieruchomo? :D

      Usuń
  10. Bardzo fajny produkt, muszę sobie chyba go sprawić

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. cena jest bardzo przystępna, aplikacja ciekawa, więc warto wypróbować :-)

      Usuń
  11. za długi czas oczekiwania i u mnie zbyt delikatny efekt

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. jest jeszcze dla ciemnej karnacji więc może efekt byłby lepszy? :-)

      Usuń
  12. Mam go i całkiem nieźle się sprawdził. Po 6 użyciach widać lekką opaleniznę. Gdy skończę całą tubkę zobaczę czy opalenizna będzie jeszcze bardziej intensywna. A przy prawie codziennym stosowaniu od jakichś 2 tygodni balsam sięgnie niebawem dna :)

    OdpowiedzUsuń
  13. Muszę go w końcu użyć i sprawdzić na własnych nogach czy da radę ich bladości ;)

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...