piątek, września 30, 2016

Jad żmii królewskiej w mojej codziennej pielęgnacji, czyli o serum Lift4Skin słów kilka

Producenci kosmetyków prześcigają się w wymyślaniu receptur nowych produktów, które wyróżniałyby się na tle konkurencji, i które byłyby na tyle atrakcyjne, że zaciekawieni konsumenci sięgnęliby po nie. Jak się pewnie domyślacie, większość innowacyjnych składników aktywnych pochodzi z rynku azjatyckiego, który jest niesamowicie rozwinięty pod względem technologicznym, i tak należałoby tu wymienić: śluz ślimaka, jad pszczeli czy jad żmii. Dziś chciałabym Wam przybliżyć kosmetyk z tym nieco kontrowersyjnym składnikiem, i to wcale nie koreański produkt, ale nasz rodzimy, marki Oceanic, czyli Lift4Skin Serum Natychmiastowo Wygładzające do cery suchej. 

Od producenta
Lift4Skin to rewolucyjna seria kosmetyków natychmiastowo wygładzająca zmarszczki. Formuła zawiera ekskluzywny składnik SYN®-AKE – tripeptyd biomimetyczny – odtworzony na wzór toksyny z jadu żmii królewskiej Temple Viper. Toksyna w odpowiednim stężeniu relaksuje i odpręża mięśnie twarzy, których mikroskurcze odpowiedzialne są za powstawanie zmarszczek mimicznych. Serum do cery suchej wspomaga redukcję zmarszczek i idealnie wygładza skórę w zaledwie kilka sekund.
Jad żmii, czyli o kontrowersyjnym składniku słów kilka

Wiele z Was już na samo wspomnienie, że kosmetyk zawiera w składzie śluz ślimaka, czy jad żmii wzdryga się i deklaruje, że na pewno by go nie użyła. W przypadku tego kosmetyku nie mamy tak naprawdę do czynienia z jadem żmii, ale syntetyczną pochodną tripeptydu, czyli SYN - AKE, który naśladuje działanie toksyny (Waglerin - 1) znajdującej się w jadzie żmii świątynnej (Temple Viper), zamieszkującej obszary Malezji. Działanie SYN - AKE jest bardzo zbliżone to zabiegów z użyciem botoksu, ponieważ rozluźnia mięśnie i hamuje skurcze, dzięki czemu ogranicza powstawanie i pogłębianie się zmarszczek. Prowadzone badania udowodniły jego działanie w tak newralgicznych strefach jak: linie na czole i szyi, bruzdy na policzkach, opadnięte usta czy zmarszczki mimiczne. Kosmetyki z jadem żmii mają wielką przewagę nad botoksem, bo nie dość, że są bezinwazyjne, to nie paraliżują mięśni twarzy, przez co nie ma problemów z mimiką twarzy, co jak wiecie zdarza się, kiedy przesadza się z botoksem.
Jak w przypadku innych egzotycznych składników, przed użyciem jakiegokolwiek kosmetyku z jadem żmii, należy wykonać test uczuleniowy na niewielkim obszarze skóry, np. na ramieniu. Jeśli pojawi się jakiekolwiek podrażnienie lub uczulenie należy jak najszybciej usunąć produkt ze skóry i zaprzestać jego stosowania. 

Opakowanie/konsystencja/zapach/sposób użycia

Nie będę rozpisywać się na temat opakowania kartonikowego, bo znajdziecie tam wszelkie niezbędne informacje. Moją uwagę przykuł flakonik, ponieważ jest niezwykle gustownie zaprojektowany i już na pierwszy rzut widać, że jest to ekskluzywny kosmetyk, którym chcemy się chwalić i stawiamy w widocznym miejscy na toaletce. Szklana buteleczka o pojemności 30 ml ma gustowny i subtelny design, na pierwszym planie uwagę zwraca oczywiście złota żmija, która zapowiada niezwykłe wrażenia. Napisy w trakcie użytkowania serum nie wycierają się, ja po miesiącu regularnego stosowania nie zauważyłam żadnych śladów użytkowania, buteleczka wygląda jakby dopiero co została zakupiona.
Serum ma bardzo lekką, półprzezroczystą konsystencję o delikatnym, trudnym do zdefiniowana zapachu. Dzięki precyzyjnej "pompce" można dozować jego ilość, minimalne naciśnięcie powoduje wydostanie się niewielkiej ilości serum, które mi wystarczy na pokrycie całej twarzy. Mechanizm jest bardzo dobrze przemyślany, bo ileż razy miałam kosmetyk, które po naciśnięciu albo chlapał na wszystkie możliwe strony, albo wylewał się w takiej ilości, że nie byłam w stanie jej całej zużyć.
Serum bardzo szybko się wchłania, zostawia na skórze leciutki film podobny do użycia silikonowej bazy, dzięki czemu świetnie współgra z podkładem czy kremem BB. 
Kosmetyk według zaleceń producenta należy stosować rano i wieczorem na skórę twarzy i szyi, szczególnie w okolicach zmarszczek mimicznych i głębokich linii. Niektóre osoby mogą poczuć po aplikacji delikatne mrowienie, co jest zjawiskiem zupełnie normalnym i ustępującym po kilku minutach.

Moje wrażenia

Kosmetyki z egzotycznymi składami są od dawna w obszarze moich zainteresowań, miałam zarówno te z jadem pszczelim czy śluzem ślimaka, ale to pierwszy z jadem żmii, jaki kiedykolwiek używałam. O ile nie narzekam jeszcze na zmarszczki, powiedzmy na obszarze całej twarzy, to jednak kurze łapki i jedna pionowa zmarszczka w okolicy ust coraz bardziej mi przeszkadzają i staram się jak mogę aby je zniwelować i zapobiec powstawaniu nowych. Serum wydało mi się na tyle ciekawie, że grzecznie zastosowałam się do wskazówek producenta i używałam go zarówno rano (pod makijaż) jak i wieczorem. Niesamowicie lekka, nietłusta i odrobinę silikonowa forma serum bardzo dobrze i szybko się wchłaniała, zresztą moja sucha skórą zawsze błyskawicznie zasysa kremy czy inne kosmetyki do twarzy (wyjątkiem są olejki, ale wiadomo, one są tłuste i potrzebują więcej czasu na wchłonięcie). Pierwsze na co zwróciłam uwagę chwilę po nałożeniu serum to lekkie mrowienie, jakby ktoś nakłuwał całą moją twarz mikroskopijnymi szpileczkami. Przyznam się, że byłam tym lekko zaniepokojona i uważnie obserwowałam moją twarz, czy przypadkiem nie pojawi się jakieś uczulenie, zaczerwienienie czy krostki. Nic takiego oczywiście nie miało miejsca, a samo mrowienie jest miłe i z czasem przyzwyczaiłam się do niego, zaś po dłuższym czasie w ogóle go już nie odczuwałam. 
W wersji dziennej serum jest wprost idealne pod makijaż, skutecznie zastępuje lekkie kremy nawilżające czy silikonowe bazy, ponieważ nie tylko nawilża, ale trzyma w ryzach makijaż przez cały dzień, zatrzymując jednocześnie wodę w naskórku. W trakcie 8 godzinnej pracy moja skóra nie wysuszała się, a ja nie musiałam poprawiać w związku z tym makijażu, bo dosyć często muszę maskować suche płaty skóry, które uwidaczniają mi się w ciągu dnia, zwłaszcza w okolicach nosa czy ust. Podkład czy krem BB można niemal od razu nakładać na serum, nie potrzebuje ono dużo czasu aby wniknąć w skórę, ponadto w kontakcie z kosmetykami do makijażu nie roluje się, nie powoduje ścierania się podkładów, wszystko ładnie i równomiernie się rozprowadza. 
Wieczorna pielęgnacja z użyciem serum wyglądała u mnie tak, że po nałożeniu serum nie stosowałam już kremu na noc, bo po pierwsze bałam się że jakikolwiek krem może wejść w niepożądaną reakcję z jadem, a po drugie nawilżenie było tak silnie, że zwyczajnie nie czułam już potrzeby nakładania kremu. Oprócz mrowienia wyczuwalnego po nałożeniu serum, praktycznie po kilku minutach czuć naciągnięcie twarzy, jakby ktoś zebrał Wam nadmiar skóry. Uczucie o tyle dziwne, że działo się tak za każdym razem i to bardzo szybko po zastosowaniu serum. Muszę przyznać, że taki szybki efekt działania bardzo pozytywnie mnie zaskoczył i czekałam z niecierpliwością na efekty wizualne, które miały przyjść później.
Miesiąc codziennego stosowania serum zarówno rano jak i wieczorem przyniosło efekty w postaci napięcia i uelastycznienia skóry, co było świetne zwłaszcza wtedy, kiedy rano budziłam się zmęczona i moja skóra była w złej kondycji. Serum wizualnie nadawało jej zdrowego i młodego wyglądu, napinając ją, co kojarzyło mi się z zamrożeniem twarzy, z tą różnicą, że mimika twarzy nie była zaburzona. A jak wygląda kwestia walki ze zmarszczkami? Jak wspominałam, że mam jeszcze wyraźnych zmarszczek, ale te które są, zostały lekko spłycone, zwłaszcza w okolicach oczu. Oczywiście jest jeszcze za wcześnie, aby powiedzieć, że sukces został osiągnięty, ale jestem dobrej myśli, bo skoro po miesiącu są efekty, to w dłuższej perspektywie może być tylko lepiej. 
 
Podsumowanie

Serum Skin4Lift to niesamowicie ciekawa pozycja w portfolio Oceanic, dobrane idealnie do potrzeb mojej suchej skóry, sprawdza się zarówno podczas porannej, jak i wieczornej pielęgnacji. Spokojnie można odstawić na bok bazy silikonowe i sięgnąć po serum, przedłuży trwałość makijażu i napnie skórę. To również dobry sposób na szybki, powiedzmy bankietowy botoks, efekt działania jest natychmiastowy i widoczny zwłaszcza na zmęczonej skórze. Fajnie rozluźnia spięte w czasie dnia mięśnie, przynosząc niesamowitą ulgę. W pielęgnacji wieczornej nie wymaga użycia kremu, no chyba, że macie bardzo odwodnioną skórę. Moim zdaniem to jedna z ciekawszych propozycji na naszym rynku, jeśli chodzi o kosmetyki z egzotycznymi składami. Za serum zapłacicie ok. 71 złotych, możecie je kupić m.in. w sklepie AA, marki również należącej do Oceanic - TUTAJ.


Co sądzicie o serum, które Wam zaprezentowałam? Używałyście kiedykolwiek kosmetyku z jadem żmii?

36 komentarzy

  1. Działanie zacheca! Jak na początku miałam lekkie obawy przed stosowanie kosmetyków ze śluzem śliamaka, tak teraz ta żmija mnie trochę obrzydza ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ha ha czułam że tak zareagujesz :D

      Usuń
    2. to mnie ten ślimak brzydzi znów :D a żmija nie koniecznie :) gorzej z pszczołami bo mam uczulenie :]

      Usuń
  2. Produkt wydaje się ciekawy, ale nie dla mnie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. dla mojej ponad 30-letniej cery jest wprost idealny :D

      Usuń
  3. Ja bym zaraz po mrowieniu odstawiła ;D ;D ale myślałam że to z marki long 4 lashes takie podobne opakowanie ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Long4Lashes też należy do Oceanic, i to serum jest spod ich skrzydeł :-)

      Usuń
  4. Z jadem miałam serum od Skinchemists,nie powiem zainteresował mnie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ja z kolei od Skinchemists miałam z jadem pszczelim :P

      Usuń
  5. Odpowiedzi
    1. kosmetyki Clareny znam bardzo słabo, ale jad żmii jest również w serii Age Killing Effect Vis Plantis naszej rodzimej Elfy Pharm :-)

      Usuń
  6. Oj nie wiem nie wiem. Chyba bym się bała że dostanę jakiegoś uczulenia.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. dlatego do takich kosmetyków trzeba podchodzić bardzo ostrożnie i robić najpierw testy na małym obszarze skóry, żeby potem nie mieć problemów na twarzy

      Usuń
  7. ja bym wypróbowała chętnie :) w sumie ciekawi mnie to "ten jad" jeśli chodzi o pszczółki no to nie ma opcji bo uczulenie a ślimak mi się tak głupio kojarzy.... z ślimakami tymi co po deszczu wychodzą takie grube wielkie tłuściochy i wziąć takiego i smarować sobie twarz :P nie nie :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. oj tam ślimaki są hodowane w bardzo dobrych warunkach, normalnie jakby były na wakacjach :P

      Usuń
  8. Mam nadzieję, że kiedyś trafi w moje ręce :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. jest coraz więcej kosmetyków z tym składnikiem na rynku więc jest w czym wybierać ;-)

      Usuń
  9. Nie używałam, ale słyszałam wiele dobrego :) Obserwuję :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Wydaję się być bardzo ciekawym produktem,zachęca mnie jad żmii , jestem ciekawa jak zadziałało by na moją skórę.
    Buziaki Kochana.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. to prawda, jest bardzo ciekawe, fajnie że coraz więcej polskich marek ma kosmetyki podobne do azjatyckich

      Usuń
  11. Cały czas o nim mysle jak jestem w sklepie ale wyprobuje probke najpierw :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. warto najpierw sięgnąć po próbkę żeby się upewnić czy nie jesteś uczulony jad żmii

      Usuń
  12. Bardzo ciekawią mnie produkty z takimi dziwnymi składnikami. Jeszcze nie używałam ale w końcu na pewno się skuszę :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. wprawdzie to azjatyckie kosmetyki przodują w tak dziwnych składach, ale na naszym polskim rynku też można znaleźć perełki, jak to serum właśnie :-)

      Usuń
  13. lubię takie opakowania :) obserwuję.

    OdpowiedzUsuń
  14. brzmi nieźle, ale chyba nie jest mi na razie potrzebne ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. zazdroszczę :D ja niestety muszę posiłkować się już takimi specyfikami :P

      Usuń
  15. Nie słyszałam jeszcze o takim kremie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. jest on niedawna w ofercie Oceanic, warto się za nim rozejrzeć :-)

      Usuń
  16. Ostatnio przekonałam się do śluzu ślimaka jako składnika kosmetyków, więc może teraz czas na jad żmii :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. u mnie śluz ślimaka gości na co dzień, teraz mam miłą odmianę w postaci jadu żmii :D

      Usuń
  17. Ależ mnie zaskoczyłaś, nie wiedziałam, ze AA ma taki kosmetyk w swojej ofercie :) Muszę wypróbować!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ja właśnie przeczytałam u Ciebie o kuleczkach z jadem żmii - genialne! Okazuje się, że na naszym rynku też są równie ciekawe kosmetyki :-)

      Usuń
  18. byłam ciekawa działania tego serum, jeszcze nie potrzebuję, ale warto wiedzieć :)

    OdpowiedzUsuń
  19. to nie jest z jadu żmii tylko z toksyny stworzonej na wzór jadu żmii. To chemiczny związek stworzony w laboratorium. Czytaj ze zrozumieniem.

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...