niedziela, września 11, 2016

Złuszczające skarpetki GlySkinCare - kontrowersyjny kosmetyk pielęgnacyjny

Skarpetki złuszczające to jedna z ciekawszych propozycji do wykonania profesjonalnego zabiegu w domowym zaciszu, bez większych nakładów finansowych czy umiejętności. Najlepszą porą na przeprowadzenie zabiegu złuszczającego jest wiosna, późna jesień czy też zima, ponieważ cały proces będziemy mogły skryć pod skarpetkami czy rajstopami, a ostrzegam widok złuszczających się stóp nie należy do najprzyjemniejszych. Mimo wszystko, ja postanowiłam wypróbować takie skarpetki latem, kiedy już się ochłodziło, ponieważ moje stopy ewidentnie potrzebowały odświeżenia, naskórek był zgrubiały i miałam kilka nieestetycznych odcisków. To było moje pierwsze spotkanie ze skarpetkami złuszczającymi, pytanie tylko czy efekt po zastosowaniu tych od GlySkincare pozytywnie mnie zaskoczył? 

Od producenta
Złuszczająca maska do stóp w formie skarpetek skutecznie usuwa zrogowaciały naskórek pozostawiając stopy gładkie, miękkie i delikatne. Wzbogacona aloesem, ekstraktem z ogórka, miodu, olejem lawendowym, kwasem hialuronowym oraz kwasami owocowymi formuła skutecznie likwiduje zgrubiałą i szorstką skórę stóp oraz poprawia poziom jej nawilżenia.
Opakowanie/konsystencja/zapach

Skarpetki zamknięte są w aluminiowej saszetce, są dosyć dużych rozmiarów i będą pasować na każdą stopę, Dodatkowo po bokach są naklejki, dzięki którym można ściągnąć skarpetki do swojego rozmiaru i zakleić po bokach. W środku foliowych skarpetek znajduje się bardzo mocno nasączona fizelina i po ich nałożeniu ma się wrażenie, że coś tam w środku chlupocze. Jeśli chodzi o zapach to jest przyjemny, lekko kwiatowy, nie wyczuwam w nim jakiejś chemii, zresztą po założeniu dodatkowych bawełnianych skarpetek nie jest on w ogóle wyczuwalny.
Jak wygląda zabieg?

Zabieg złuszczający polega na założeniu foliowych skarpet, które od środka mają fizelinową warstwę nasączoną aktywnym płynem. Przed wykonaniem zabiegu należy dokładnie umyć stopy, nałożyć na nie skarpetki, szczelnie je owinąć i dla lepszego efektu nałożyć na nie bawełniane skarpetki. Założenie bawełnianych skarpetek okazało się u mnie niezbędne, abym mogła chodzić, bo nie wyobrażam sobie bezczynnie leżeć przez 40 minut, bo tyle właśnie trzeba je mieć na sobie. Po tym czasie należy zdjąć skarpetki i dokładnie umyć stopy. Jeśli chodzi o sam czas trzymania skarpetek na stopach, to jest tu pewien rozdźwięk: na stronie mamy informację o czasie 40 minut, na opakowaniu 60-90 minut. Ja zastosowałam się do poleceń ze strony, i uwierzcie mi nie wytrzymałabym ani chwili dłużej, ale o tym za chwilę.
Należy zaznaczyć, że istotą zabiegu jest działanie kwasów, dlatego przy używaniu trzeba zachować ostrożność, nie narażać stóp na działanie promieni słonecznych czy lamp UV/LED - tak więc w tym czasie nie można wykonywać pedicuru hybrydowego. 
Ponadto tego typu skarpetki nie są wskazane dla osób z egzemą, alergią, rumieniem, uszkodzoną czy wrażliwą skórą. Tego typu kosmetyku muszą również unikać dzieci oraz kobiety w ciąży, jak również diabetycy.

Jak długo złuszcza się skóra?

Proces złuszczania naskórka, jak zaznacza producent, zaczyna się ok. 7 dnia po założeniu skarpet i trwa w zależności od wyjściowej kondycji naszych stóp, około 2 tygodni. Jeśli chcecie przyspieszyć proces odnowy naskórka możecie moczyć stopy w ciepłej wodzie, chociaż mi akurat to nic nie pomogło. Nie zniechęcajcie się, jeśli nie zobaczycie początkowo żadnych efektów, u mnie pojawiły się dopiero 7 dnia i postępowały w dniach kolejnych. 

Moje wrażenia

Przyznam się, że zanim w ogóle przeprowadziłam zabieg naczytałam się i naoglądałam zdjęć z całego zabiegu, który niestety nie nastrajał mnie optymistycznie. Przerażały mnie płaty skóry, które schodziły dziewczynom, obawiałam się, że to będzie bolesny proces i długotrwały, a zważywszy na porę roku nie chciałam chodzić w zakrytych pantoflach. Niemniej jednak wiedziona ciekawością zabieg przeprowadziłam w sobotę, tak aby złuszczanie zaczęło się w środku tygodnia i nie przeszkadzało mi podczas chodzenia do pracy.

Skarpetki nałożyłam na 40 minut, dodatkowo założyłam bawełniane, dzięki czemu mogłam chodzić i wykonywać codzienne czynności. Początkowo nic nie czułam, jednakże po mniej więcej 20 minutach poczułam ciepło, które w miarę upływu czasu zwiększało się i pod koniec było już nie do zniesienia. Stopy mnie wręcz paliły i z ledwością wytrzymywałam, najwyraźniej tak silna mieszanka kwasów okazała się zbyt mocna dla moich stóp. Z przyjemnością obmyłam stopy w letniej wodzie, dzięki czemu uczucie palenia i gorąca zniknęło.
Obserwując uważnie swoje stopy przez kilka pierwszych dni nie zauważyłam absolutnie żadnego efektu, kiedy to niespodziewanie równo 7 dnia "coś" się zaczęło dziać. Mianowicie w okolicach palców zaczęła mi się łuszczyć skóra, były to malutkie suche płaty, które w miarę upływu czasu powiększały się. Po kilku kolejnych dniach przesuszona skóra na stopach i piętach zaczęła się złuszczać w sporej ilości i powiem Wam, że było to dziwne wrażenie. Czułam, jakby skóra miała mi odpaść, w sensie jakby "zwisała" mi w nadmiarze i lada moment miała odpaść. Dziwne i trochę niekomfortowe. Co do łuszczenia to było coraz gorzej, stopy wyglądały nieestetycznie, najgorzej było na piętach i podeszwie, skóra tam była bardzo sucha i popękana, odchodziła nierównomiernie, bo częściowo się osypywała a częściowo po prostu się "rolowała", jakby nie miała siły odpaść.




W moim przypadku nie pomogły ciepłe kąpiele, w pewnym momencie nawet, w akcie desperacji zrobiłam coś czego nie powinnam była robić. Mianowicie sięgnęłam po elektroniczny pilnik, z pomocą którego wygładziłam piety, bo nieładnie wyglądały w odkrytych sandałach. Taki zabieg przyniósł dobre rezultaty, bo złuszczyłam do końca to co nie chciało się złuszczyć, odkryła się ładna i miękka, nowa skóra, którą pielęgnuję kremem do stóp z łoju jelenia. 
Zabieg złuszczania trwa u mnie drugi tydzień i już widzę, że nic więcej się nie stanie, muszę znowu użyć pilnika, bo skóra nie zeszła do końca, zostały nieładne, nierówne płaty, nawet w okolicach palców. Dopiero po takim mechanicznym usunięciu naskórka i porządnym nawilżeniu skóry kremami będę mogła powiedzieć, że mam ładne, zadbane i miękkie stopy. 
To było moje pierwsze i już wiem, że ostatnie spotkanie ze skarpetami złuszczającymi. Tu nawet nie chodzi o markę, ale o sam produkt, nie podoba mi się cały proces bardzo nierównomiernego złuszczania i nieestetyczny wygląd stóp. Teraz muszę podjąć zdwojone wysiłki, aby moje stopy odzyskały zdrowy wygląd, tym bardziej, że znowu wróciły upały i noszę odkryte obuwie. 

Reasumując

Zabieg złuszczania w postaci skarpetek GlySkinCare to sposób na pozbycie się zrogowaciałego, twardego naskórka, który pod wpływem działania kwasów odpada łatami lub też się osypuje/łuszczy. Działanie w zależności od kondycji naszej skóry będzie inne, a i efekty są bardzo zróżnicowane. U mnie maska nie do końca się sprawdziła, a raczej nie podobał mi się przebieg całego procesu, teraz muszę mechanicznie, bardzo delikatnie usunąć to, co nie chciało się złuszczyć. Niemniej jednak odsłoniła mi się nowa, delikatna skóra, zgrubienia zniknęły, a resztki suchej i popękanej skóry też mam nadzieję, że znikną. Mimo, że ja przeprowadziłam zabieg latem, polecam go wykonać jednak jesienią/zimą czy też wiosną, kiedy nie będziecie musiały eksponować stóp. 
Znacie skarpetki złuszczające GlySkinCare? Robiłyście kiedykolwiek taki zabieg? Jakie efekty były u Was? Skarpetki znajdziecie w ofercie sklepu Diagnosis - TUTAJ.

20 komentarzy

  1. Podziwiam koleżankę, ja bym się raczej nie odważyła na taki zabieg !

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. no cóż ja już tego zabiegu nie powtórzę, wolę elektroniczny pilnik i dobre kremy :D

      Usuń
  2. Ja kilkakrotnie stosowałam skarpetki złuszczające tylko innej firmy i faktycznie działają, ale nie do końca. Twardy naskórek na piętach w całości nie odchodzi. Ale ogólnie są ok.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. pięty to muszę traktować pilnikiem elektronicznym, bo skórę mam tam zbyt grubą, zresztą te płaty nie do końca chcą się złuszczyć

      Usuń
  3. Muszę sobie teraz kupić jakieś skarpetki złuszcające :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. na rynku pojawiło się mnóstwo ciekawych nowości, warto się za nimi rozejrzeć, jesień i zima to najlepszy czas :-)

      Usuń
  4. Bardzo ciekawią mnie te skarpetki juz od dłuższego czasu, ale boję się ich użyć.
    Pozdrawiam MARCELKA♥

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. u mnie strach przezwyciężyła ciekawość, najgorsze jest uczucie rozgrzewania podczas noszenia :D

      Usuń
  5. Chciałam je przetestować, ale akurat w czerwcu robiłam sobie taki zabieg i trzeba odczekać z kolejnym trzy miesiące. Byłam ich ciekawa bo reszta dostępna na naszym ryku na mnie nie działa tylko Holika Holika u mnie są ekstra :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ja teraz będę sięgać jedynie bo skarpetki nawilżające, widziałam takie w ofercie Shefoot :-)

      Usuń
  6. Odpowiedzi
    1. tak, zdecydowanie warto się w nie zaopatrzyć w sezonie jesienno - zimowym

      Usuń
  7. robiłam taki zabieg ale skarpetki miałam z Mariona fajnie się sprawdziły bo delikatnie złuszczały :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. tutaj złuszczanie nie jest zbyt mocne, ale na tyle widoczne, że nie ma opcji aby chodzić w odkrytych sandałach

      Usuń
  8. Kochana ,taki zabieg robimy przed latem ,zanim zrobi się ciepło, dlatego aby nie było potem problemu ,który opisujesz z odkryciem stóp,proces złuszczania trwa do 14 dni właśnie .Wszystko też zależy oczywiście od stóp na których stosujemy skarpetki ,im stopy bardziej zadbane tym efekty mniej widoczne, nie u wszystkich można stosować takie skarpety 😉.Do takich zabiegów trzeba mieć cierpliwość i przez okres złuszczania nie nawilżamy stóp! Po tym okresie czyli 14 dniach robimy to codziennie po kilka razy dziennie,porządnymi kremami .

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. tak wiem Joasiu, że latem nie powinno się tego robić, pisałam o tym ;-) niemniej jednak ciekawość zwyciężyła, złuszczanie na szczęście już się skończyło, teraz moczę nogi i smaruję tłustym kremem z łoju jelenia :-)

      Usuń
  9. Nie miałam jeszcze złuszczających skarpetek, ale może zimą się zdecyduję :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ja nawet zimą już po nie nie sięgnę :P ten zabieg jednak nie jest dla mnie

      Usuń
  10. A mnie ciągle wiedzie niezdrowa ciekawość, bo jeszcze nie mialam tej "przyjemności" :D

    OdpowiedzUsuń
  11. Zapraszam Cię do mnie na bloga na recenzję skarpetek tej samej firmy, bo widzę, że miałyśmy podobną sytuację... :( Ja równ ież zawiodłam się na nich...
    http://beautystrefa.blogspot.com/2016/09/glyskincare-exfoliating-foot-mask.html

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...