niedziela, maja 14, 2017

Czarna maska peel-off Black Clean - konkurencja dla słynnego Pilatena?

Od pewnego czasu jest głośno o różnego rodzaju kosmetykach z aktywnym węglem, w tym o słynnej azjatyckiej masce Pilaten, która urosła już do rangi niemalże Złotego Grala blogosfery. Przyznam się, że szał na nią mnie ominął, a to głównie dlatego, że nie chciałam ryzykować używania kosmetyku z nieznanym mi składem i który z tego co widziałam na filmach, potrafi wywołać sporo bólu. Pewnego razu podczas buszowania w sklepie z kosmetykami rosyjskimi trafiłam na podobną wersję tej słynnej maski, czyli Black Clean peel - off, białorusko - włoskiej marki Belita & Vitex. Jesteście ciekawi czy odpowiednik Pilatena sprawdza się równie dobrze i czy jej zdejmowanie sprawia ból? 
Przeglądając internet próżno szukać recenzji produktów tej marki, co mnie troszkę dziwi, bo nie dość, że Belita & Vitex działa na rynku kosmetycznym już od 1988 roku, posiada własne centrum naukowe to jeszcze podbija rynki w Rosji, Niemczech, Czechach, Litwie, Łotwie, Ameryce, Kanadzie czy nawet w Japonii! Jak widać rynek polski jest jeszcze dosyć hermetyczny i żeby znaleźć ich kosmetyki trzeba się troszkę naszukać. 
Maska Black Clean zaskakuje już w momencie odkręcenia zakrętki, mianowicie jej zapach jest bardzo ziołowy, a to z uwagi na zawartość ekstraktu z szałwii, która ma bardzo rześki i intensywny zapach. Jak wiecie wprost nie znoszę roślinnych, ziołowych zapachów, jednak ten jest super i mimo, że czuć go w tubce to na skórze już niekoniecznie. Konsystencja maski jest bardzo hmmmm...... zastanawiam się jak to ująć - żelowa, ciągnąca się, diametralnie inna od tych, których do tej pory używałam. Przypomina czarny kisiel, który trzeba szybko i starannie rozsmarować na twarzy, uważając, aby nie naszła nam na włosy, bo potem przy zdejmowaniu może je wyrwać. :D
Uczucie jej nakładania jest bardzo dziwne, spróbujcie nałożyć kisiel na twarz, który dosyć szybko zastyga to będziecie wiedziały o co mi chodzi. :-)
Aby efekt był zadowalający trzeba nałożyć sporą ilość i omijać okolice oczu, ponieważ ekstrakt z szałwii będzie szczypać pod oczami. Zostawiamy ją na 20 minut, w tym czasie zastyga na twarzy, ale nie dochodzi do "paraliżu" twarzy, jak w przypadku nakładania masek glinkowych, w zasadzie ma się wrażenie, że ta maska jest wciąż "mokra", ale zapewniam, że po 20 minutach schodzi bez problemu. Już po kilku minutach od nałożenia czułam lekkie pieczenie, a raczej efekt grzania, co z pewnością było zasługą wyciągu z szałwii i krwawnika, nie był to jakiś dyskomfort, raczej czułam, jak maska wyciąga wszystkie brudki z mojej cery. 
Głównymi składnikami aktywnymi tej maski, oprócz szałwii i krwawnika jest przede wszystkim aktywny bambusowy węgiel, który głęboko oczyszcza pory i biała glinka oczyszczająca i dotleniająca skórę. Bałam się, że po tej masce, moja sucha skóra będzie jeszcze bardziej wysuszona, czy też ściągnięta, ale spokojnie nic takiego nie miało miejsca. Wręcz przeciwnie po zdjęciu maski, oprócz oczyszczenia czuć było również nawilżenie, skóra była gładka i miękka, jak po jakimś profesjonalnym zabiegu.
Teraz przejdę do kwestii najbardziej interesującej, czyli zdejmowania i ewentualnego bólu podczas tej czynności. Nie wiem czy oglądałyście kiedykolwiek filmiki na youtubie, jak zdejmowania maski Pilaten wygląda i ile bólu sprawia. Bałam się okropnie, że tutaj, też może boleć, więc pierwszy raz zdejmowałam ją powoli i delikatnie. Nie jest może to przyjemne uczucie, ale maska schodzi równomiernie, nie rwie się i wyciąga ze skóry absolutnie wszystkie zanieczyszczenia, jakie na sobie "nosimy". Pierwszy raz nałożyłam ją tylko na nos i brodę, bo właśnie tam borykam się z zaskórnikami, opornymi na działanie tradycyjnych kosmetyków oczyszczających. Po upływie 20 minut maska bez problemu zeszła i nie było bólu jakiego się spodziewałam. A jaki widok ukazał się moim oczom? Otóż ta maska FAKTYCZNIE DZIAŁA!! Nie mogłam uwierzyć, kiedy na zaschniętych kawałkach maski widziałam gołym okiem wyciągnięte z nosa i brody wągry, uwierzcie mi, było ich sporo. Szczególnie na nosie było widać, że pory zostały oczyszczone, nadmiar sebum został zebrany, a skóra lekko się zaróżowiła. A tak wygląda kawałek zdjętej maski.
Maska w żaden sposób nie powoduje wysuszenia, reguluje również wydzielanie sebum, bardzo głęboko oczyszcza i usuwa toksyny zbierające się na powierzchni skóry. Jestem zachwycona jej działaniem, składniki aktywne dają radę nawet z bardzo "starymi" jak "świeżymi" zaskórnikami czy wągrami. Maska kosztuje ok. 18 złotych, poniżej macie pełny skład.
Aqua (Water), Silica, Kaolin, Cetearyl Alcohol, Ceteareth-25, Salvia Officinalis (Sage) Leaf Extract, CI 77266 (Carbon), Ammonium Acryloyldimethyltaurate / VP Copolymer, Tapioca Starch, Polymethylsilsesquioxane, Achillea Millefolium (Yarrow) Extract, PEG-7 Glyceryl Cocoate, Melia Azadirachta (Margosa) Leaf Extract, Arctium Lappa (Burdock) Root Extract, Lecithin, Methylparaben, Parfum (Fragrance), Allantoin, Propylparaben, 2-Bromo-2-Nitropropane-1,3-Diol, Linalool
Reasumując: czarna maska peel-of Black Clean to świetna alternatywa dla chińskich kosmetyków tego typu zamawianych na Aliexpress, których składu nie jesteśmy pewni. Usuwa wszelkie brudy i zanieczyszczenia, zarówno te z dnia codziennego, jak również "stare" wągry czy zaskórniki. Maska ma również działanie nawilżające i tonizujące, reguluje wydzielanie sebum przez co nasza skóra mnie się świeci, zwłaszcza w strefie T. Jej usuwanie nie sprawia problemów, jest dosyć szybkie i wygodne. Ciekawa konsystencja, ładny ziołowy zapach i efekt "grzania" to elementy wyróżniające ją na tle innych maseczek peel - off. 
Jeśli chcecie pozbyć się ze swej twarzy niewygodnych "gości" to szczerze polecam Wam tę maskę, nie zawiedzie Was.
Miałyście już do czynienia z czarnymi maskami peel-off? A może skusiłyście się na Pilaten?

33 komentarze

  1. Moją łazienkę zalała czarna pielęgnacja, dosłownie! Nawet H przyniósł coś ostatnio jakby było mało :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. kto by pomyślał, że H dorzuci coś od siebie w temacie czarnej pielęgnacji, faceci są nieprzewidywalni :P

      Usuń
  2. Ostatnie zdjęcie ostatecznie mnie przekonało :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. starałam się pokazać wszystkie brudki, jakie zostały na płatku, ale nie bardzo mi wyszło :P

      Usuń
  3. Mam podobna maskę ale z born pretty store, jest całkiem całkiem :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Maska z pewnością przydatna :) Bez znajomości składu bałabym się kupować :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. niestety coraz więcej osób decyduje się kupować kosmetyki np. z Aliexpress nie znając składu, mało tego chwali się jeszcze tym w postach jakie to np. było tanie i szkody im nie wyrządziło :-/

      Usuń
  5. Ja wypróbowałam już parę czarnych masek, ze wszystkich jestem zdowlona aczkolwiek oszałamiającego efektu nie było :) Buziaki

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. to jest moja pierwsza czarna maska peel-off i jestem bardzo zadowolona z efektów :-)

      Usuń
  6. Miałam Pilaten, która u mnie się kompletnie nie sprawdziła.

    OdpowiedzUsuń
  7. Nie miałam jeszcze żadnej takiej maski, tylko o nich czytałam, ale jestem ciekawa, więc pewnie kiedyś się zdecyduję :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ja też czytałam, aż w końcu ciekawość zwyciężyła i jak tylko wypatrzyłam tę maskę to po nią sięgnęłam :-)

      Usuń
  8. Moja wrażliwa skóra bardzo nie lubi masek peel-off :/

    OdpowiedzUsuń
  9. Z ciekawości mogłabym ją wypróbować pilaten miałam i tak średnio mi odpowiada :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Nigdy jeszcze nie stosowałam tego typu masek, te chińskie z wielu powodów mnie nie interesowały, ale tą mnie zaciekawiłaś, nie powiem :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ja od tych chińskich trzymam się z daleka, wolę sprawdzone rosyjskie kosmetyki :-)

      Usuń
  11. boję się tych masek :) przerażają mnie!
    Pozdrawiam:)!

    OdpowiedzUsuń
  12. No właśnie ja ostatnio zastanawiałam się nad tą maską Pilaten, ale już na widok samych filmików bolała mnie cała twarz :/ Fajnie, że ta akurat się u ciebie sprawdziła, ale i tak mam pewne obawy, choć może rzeczywiście najlepiej użyć ją tylko na niektóre stref twarzy :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. używając tej maski rozsądnie i nie na całej twarzy na pewno unikniemy dużej dawki bólu :-)

      Usuń
  13. O dawna zastanawiałam się nad Pilatenem, ale właśnie ze względu na nie do końca pewny skład, zakup odkładałam w nieskończoność. Chyba wypróbuję polecaną przez Ciebie maskę, mam większą w nią wiarę :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. w przypadku Black Clean przynajmniej wiadomo co się kupuje :-)

      Usuń
  14. Jakoś mnie w ogóle nie ciągnie do tych czarnych masek :D

    OdpowiedzUsuń
  15. Boję się, że oderwę sobie skórę z twarzy jak tak będę ciągnąć i ciągnąć...aleee intryguje, to muszę przyznać :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ha ha ja używam jej tylko na nos i brodę, ale jak oglądałam filmy z Pilatenem na całej twarzy to słabo mi się robiło :P

      Usuń
  16. Ja używałam tę z Pilatena i u mnie się zupełnie nie sprawdziła :( Może ta byłaby lepsza? :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. wiesz, cena nie jest wysoka, skład znany więc warto spróbować :-)

      Usuń
  17. Dobrze, że się sprawdza :)

    OdpowiedzUsuń
  18. Zdecydowanie mam teraz na nią ochotę, jeszcze nigdy nie miałam czarnej maski, ale widzę, że nieźle usunął zaskórniki :)

    OdpowiedzUsuń
  19. Mnie nie ciągnie do tych masek :) Nigdy nie byłam zwolenniczką peel-off a jeszcze w wydaniu węglowym to już w ogóle :) Jeśli pojawiały się widoczne wągry na nosie to przyklejałam węglowy plaster, ale to było tylko na nos i nie wiązało się to z bólem i naciąganiem całej twarzy :)
    Zdecydowanie bardziej sięgam po glinki lub maskę dziegciową od Babuszki Agafii :)

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...