Duo-maska Jantar z wyciągiem z bursztynu - pielęgnacja włosów zniszczonych według metody OMO

08 sierpnia

Pielęgnacja włosów suchych czy zniszczonych zabiegami fryzjerskimi wymaga szczególnej uwagi i, tak jak w moim przypadku, sięgania po zróżnicowane kosmetyki ukierunkowane na ten właśnie problem. Jakiś czas temu czytałam wiele artykułów związanych z metodą pielęgnacji zwaną potocznie OMO, która cieszy się wielką popularnością u włosomaniaczek. Moje pierwsze próby stosowania tej metody kończyły się różnie, raz byłam zachwycona rezultatami, innym razem niczego spektakularnego na włosach nie widziałam. W miarę upływu czasu zapominałam o tym sposobie i dopiero jakiś czas temu przypomniałam sobie o nim, a to na skutek kompleksowego kosmetyku do stosowania właśnie takiej formy pielęgnacji włosów. Mowa oczywiście o bursztynowej duo-masce Jantar, dzięki której dbanie o włosy zniszczone jest o wiele prostsze, a efekty bardziej niż zadowalające.
Czym jest metoda OMO i kto powinien ją stosować?

Metoda OMO swoją nazwę zawdzięcza kolejnym etapom pielęgnacji włosów, czyli Odżywiania, Mycia i kolejnego Odżywiania. W skrócie polega na tym, że w pierwszym etapie możemy zużyć dowolną odżywkę (np. nietrafiony zakup), którą nakładamy na mokre włosy na określony czas i nie spłukujemy. Etap mycia to nic innego jak nałożenie na czubek głowy szamponu i dokładne wmasowanie go w skalp, z ominięciem całej długości włosów. Całość dokładnie spłukujemy, w tym również pozostałości odżywki na reszcie włosów. Ostatni etap to ponowne nałożenie odżywki, ale w tym wypadku musi być ona dobrana do potrzeb naszych włosów i koniecznie spłukana chłodną wodą, aby domknąć łuski włosa. 
Metoda OMO świetnie sprawdza się u posiadaczek włosów wysokoporowatych, ewentualnie średnio porowatych czyli zniszczonych, suchych, z tendencją do puszenia się.
Duo – maska Jantar – jak jej używać/składniki aktywne/INCI

Duo - maska Jantar to kompleksowy kosmetyk, dzięki któremu wykonujemy dwa etapy odżywiania włosów, sięgając pomiędzy nimi po ulubiony szampon do mycia włosów. Maska charakteryzuje się kremową konsystencją, która nie spływa z włosów, bardzo dobrze wnika w strukturę włosa, dzięki czemu pierwsze efekty, jak chociażby nawilżenie, są dosyć szybko widoczne. 
Bardzo ważne jest jej odpowiednie stosowanie, zgodnie z zaleceniami producenta, wszelkie odstępstwa od tego mogą zakończyć się niepowodzeniem i niezbyt zadowalającymi efektami. 
Przede wszystkim, przed jej nałożeniem absolutnie nie myjemy włosów, zwilżamy je wodą i dopiero wtedy rozprowadzamy ją na całej długości włosów, nie przesadzając z ilością bo można jedynie obciążyć zbytnio włosy. W tym wypadku działa zasada: im więcej tym nie zawsze lepiej. 
Maskę zostawiamy na 60 sekund i całość myjemy szamponem. Tutaj jest wyraźna różnica w tradycyjnym sposobie OMO, gdzie myjemy tylko skalp, a nie całe włosy, ale spokojnie można robić i tak i tak, w zależności od stopnia zniszczenia włosów czy naszych upodobań, efekty w obu przypadkach są dobre. U mnie najlepiej spisuje się umycie włosów na całej ich długości szamponem, ponieważ zostawienie maski i potraktowanie ich kolejną dawką, powodowało ich obciążenie, włosy wyglądały po wysuszeniu bardzo nieświeżo, jakby nie były myte.
Włosy myję szamponem z SLS - celowo o tym piszę, ponieważ wszystkie inne szampony, w tym naturalne, fatalnie wpływają na moje włosy, kołtunią je, wysuszają i sprawiają, że wyglądam, jakbym miała na głowie suchą miotłę. SLS-y, mimo wielu przeciwników, bardzo dobrze dyscyplinują moje zniszczone włosy, nawilżają i zapobiegają puszeniu się, takiemu ogólnemu sianowatemu wyglądowi.
Po umyciu włosów szamponem, ostatni raz nakładamy maskę, rozczesujemy i dokładnie spłukujemy. Pamiętajcie, aby była to chłodna woda, która zamknie łuski włosa. Nie radzę trzymać jej długo, bo ze względu na bardzo skoncentrowaną i odżywczą formułę może poprzez takie zabieg przyspieszyć przetłuszczanie włosów. Po zakończeniu mycia, włosy są gotowe do stylizacji. Cały zabieg przeprowadzamy 1-2 razy w tygodniu, u mnie efekty przynosi wykonywany zaledwie raz w tygodniu.
Maska swoje działanie opiera na takich składnikach aktywnych jak:
  • bursztyn- pielęgnuje, wzmacnia, odżywia włosy chroniąc je przed szkodliwymi czynnikami zewnętrznymi
  • wosk jojoba- głęboko nawilża i efektywnie zabezpiecza włosy przed przesuszeniem
  • ceramidy- restrukturyzują włosy, przywracając im gładkość
  • olejek awokado- nabłyszcza włosy oraz chroni ich końcówki przed rozdwajaniem i kruszeniem
  • olejek kokosowy- wygładza włosy i zapobiega ich puszeniu
Skład jest bardzo pozytywnie zaskakujący, zauważcie, że tuż po wodzie jest olej z awokado, gliceryna i olej kokosowy, które bardzo silnie nawilżają. 
Aqua (Water), Persea Gratissima (Avocado) Oil, Glycerin*, Cocos Nucifera (Coconut) Oil*, Cetearyl Alcohol*, Cyclopentasiloxane, Behentrimonium Chloride, Dimethicone, Simmondsia Chinensis (Jojoba) Seed Oil*, Propylene Glycol, Amber Extract*, Milk Lipids, Ceramide 3, Rosmarinus Officinalis (Rosemary) Leaf Extract*, Helianthus Annuus (Sunflower) Seed Oil*, Tocopheryl Acetate, Hydroxypropyl Guar Hydroxypropyltrimonium Chloride, Phenoxyethanol, Ethylhexylglycerin, Dimethiconol, Hydroxyethylcellulose, 2-Bromo-2-Nitropropane-1,3-Diol, Lactic Acid, Parfum (Fragrance), Limonene.
Efekty stosowania duo – maski Jantar

Moja przygoda z maską jest dosyć burzliwa, ale po kilku nieudanych próbach doszłam z nią do porozumienia, i ostatecznie zasłużyła sobie na moje uznanie. Po pierwsze, niezadowalające mnie efekty na samym początku wynikały z błędów jakie popełniałam podczas jej stosowania. Mianowicie w pierwszym etapie nakładam zbyt dużo maski, co powodowało fatalne obciążanie włosów, i nie pomogło dokładne mycie szamponem, ponieważ w drugim etapie również nie żałowałam sobie z ilością. Sądziłam, że skoro mam półdługie włosy (do ramion) to muszę nakładać jej bardzo dużo, nic bardziej mylnego. To właśnie na skutek tego działania, po wysuszeniu moje włosy były okropnie szorstkie, sianowate i oklapłe, brakowało im sprężystości i takiej świeżości, wyglądały smętnie i nieestetycznie. Potem na spokojnie przemyślałam sobie wszystko i zaczęłam jej nakładać o wiele mniej i tylko od połowy długości włosów, dzięki czemu nie mogło być mowy o ich obciążeniu czy wręcz przetłuszczeniu. Ograniczyłam również jej stosowanie do jednego dnia w tygodniu, co przyniosło lepsze efekty i pozwoliło mi faktycznie odżywić włosy.
Jak zauważyliście, na trzecim miejscu jest olej kokosowy, który średnio spisuje się w pielęgnacji włosów wysokoporowatych, powodując ich wysuszenie i szorstkość. Bardzo bałam się takiego efektu, ale na szczęście wyżej umiejscowiony olej z awokado i gliceryna łagodzą działanie oleju kokosowego, dzięki czemu moje włosy nie były narażone na jeszcze większe wysuszenie. Co ciekawe, maska ułatwia rozczesywanie włosów, nawet takich jak moje, z tendencją do tworzenia się kołtunów, w które ciężko jest grzebień włożyć. Polecam używanie grzebienia o szeroko rozstawionych ząbkach, wówczas unikniemy niepotrzebnego szarpania włosów, a co za tym idzie kruszenia i łamania się włosów.
A jak wygląda sytuacja podczas suszenia i stylizowania? 
Otóż po kilku nieudanych podejściach w końcu włosy wyglądały tak jak powinny, były lekkie, odbite od nasady i świeże, widać było, że maska działała, ponieważ włosy stopniowo robiły się coraz gładsze i bardziej zdyscyplinowane. Puszące się krótkie włoski na czubku głowy, tzw. baby hair, zostały dociążone i ujarzmione, zaś całość wyglądała lśniąco i zdrowo. Nawilżenie było na bardzo przyzwoitym poziomie, choć nie ukrywam, że stosowałam również olejek arganowy, który w połączeniu z maską z pewnością zintensyfikował działanie. Maska wzmocniła również strukturę włosów, ograniczając ich łamanie czy kruszenie się, problem jeszcze jest, ale jest to wina ostatnich "domowych" farbowań włosów, na skutek których będę w najbliższym czasie dosyć drastycznie zmieniała fryzurę.....
Niemniej jednak, maska świetnie spisuje się w pielęgnacji włosów zniszczonych, wzmacnia cebulki włosów i naprawia ich uszkodzoną strukturę. Regularne stosowanie, przynajmniej raz w tygodniu, przynosi efekty w postaci nawilżonych, miękkich i gładkich włosów, które nie sprawiają większych problemów podczas stylizacji. 
Maska kosztuje ok. 14 zł, do kupienia w drogeriach czy w sklepie internetowym Farmony TUTAJ.
Znacie duo-maskę Jantar? Stosujecie metodę OMO w pielęgnacji włosów?

Zobacz także

36 komentarze

  1. Ze względu na olejki w składzie mogłabym się skusić :D

    OdpowiedzUsuń
  2. Gdy tylko ta maska pojawiła się w sprzedaży miałam na nią ochotę, jednak zbyt dużo mam wszystkiego do w pielęgnacji włosów więc muszę trochę podenkowac i wtedy ją kupię. Będę pamiętać aby nie przesadzać z ilością, bo również nigdy nie żałuję niczego na włosy :)

    OdpowiedzUsuń
  3. ja bym pewnie trzymała dłużej niż 60 sekund :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. dłuższego trzymania nie próbowałam, za bardzo kombinowałam z tą maską :P

      Usuń
  4. bardzo lubię wcierkę jantar, więc chętnie przetestuję tę maskę jak wykończę swoje zapasy odżywek :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Akurat tej nie miałam, natomiast kupiłam sobie tą w piance z Jantar i zobaczymy jaki efekt da :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. miałam odżywki w piance, świetne są i z pewnością do nich wrócę :-)

      Usuń
  6. U mnie ta maska całkiem dobrze działa na włosy, jestem z niej zadowolona:)Wcierki i ampułki nie sprawdzają się u mnie Jantar, a ta maska TAK:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ja z kolei najlepiej wspominam Jantarową wcierkę, jak dla mnie najlepszy kosmetyk z całej bursztynowej linii do włosów :-)

      Usuń
  7. Hmm nigdy nie miałam tej maski,
    ale może wypróbuję :)
    W wolnej chwili zapraszam do mnie ;)

    OdpowiedzUsuń
  8. Korci mnie od kiedy pierwszy raz ją zobaczyłam, chętnie się w nią zaopatrzę :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. duo-maska jest bardzo ciekawa, trzeba tylko znaleźć na nią swój sposób :P

      Usuń
  9. Nie znam, ale kojarzę inne produkty z tej serii :)

    OdpowiedzUsuń
  10. nigdy nie stosowałam metody OMO , mam wrażliwy skalp i wolę nie nakładać na niego odżywek. z Jantaru miałam tylko wcierkę

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jantarowa wcierka to niemalże legendarny kosmetyk :D

      Usuń
  11. JA stososowałam OMO podczas regeneracji włosów po kuracji szamponem na ŁZS. Teraz nie muszę tego robić. Produkty z serii Jantar niestety się u mnie nie sprawdzają.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ja mam na tyle zniszczone końcówki że konieczne jest ich podcięcie, dopiero po urlopie się nimi zajmę i zintensyfikuję działania naprawcze z użyciem kosmetyków

      Usuń
  12. Nie stosowała, miałam tylko wcierkę, która działała tylko jak ją nakładałam. Gdy zaprzestała problem wracał.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. z wcierkami też tak miałam, super efekty są w trakcie stosowania, ale w ich przypadku trzeba systematyczności, tym bardziej jak ma się zniszczone włosy

      Usuń
  13. mniej kombinowania lepszy efekt:)

    OdpowiedzUsuń
  14. Ja myję tylko metodą OMO a teraz ze względu na jedną drażniącą wcierkę od dermatologa czasem zdarza mi się umyć samą odżywką co kiedyś było dla mnie nie do pomyślenia ;)
    Ta maska zdecydowanie do mnie przemawia :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. mi się kilka razy zdarzyło myć włosy odżywką i powiem Ci, ze byłam pozytywnie zaskoczona, nie dość, że włosy łatwo się rozczesały to po umyciu były puszyste i sypkie :-)

      Usuń
  15. Dla mnie kusząca;) Moje włosy może by ją polubiły.

    OdpowiedzUsuń
  16. Wydaje się całkiem fajna :)

    OdpowiedzUsuń
  17. Kolejny produkt do którego nie mam dostępu :( Buziaki :*

    OdpowiedzUsuń
  18. nie znam, ale mogłabym się skusić. Metoda OMO u mnie na porządku dziennym.

    OdpowiedzUsuń
  19. Nie wiedziałam, ze taka maska jest w ofercie, znam tylko wcierkę :)

    OdpowiedzUsuń
  20. Ostatnio polubiłam się z marką Jantar, ale z metodą OMO już nie. Zdecydowanie zajmuje zbyt wiele czasu i praktycznie zawsze przeciąża skalp i przyspiesza przetłuszczanie. Najlepiej spisuje się u mnie stosowanie zamiennie szamponów naturalnych z tymi mocno oczyszczającymi plus odpowiednie maski po każdym użyciu w zależności od rodzaju produktu myjącego :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ja na metodę OMO musiałam znaleźć swój sposób, a mianowicie nakładanie produktów na połowę włosów i w mniejszej ilości. Natomiast szamponu naturalne to dla moich włosów porażka totalna, nie mogę potem rozczesać włosów :-/

      Usuń
  21. Markę Jantar kojarzę z czasów mojego włosomaniactwa kiedy z ogromną nadzieją używałam ich wcierki. Teraz już mi trochę przeszło, ale Jantar wspominam bardzo sympatycznie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. mi obecnie chyba najbardziej podobają się ich odżywki w piance :-)

      Usuń
  22. Ja pamietam, ze u mnie produkty Jantara sie nie sprawdzały :/

    OdpowiedzUsuń
  23. Pierwszy raz widzę tą maskę.Bardzo lubię wcierkę ;0

    OdpowiedzUsuń
  24. toż to dla moich włosów, muszę koniecznie ją kupić, moje włosy też niestety uwielbiają SLS-y, bez tego składnika w szamponie wyglądają tragicznie :)

    OdpowiedzUsuń
  25. Ciekawa maska, ale raczej każdą można stosować przed i po myciu. Ja tak wykańczam maski Kallos bo tak mi lepiej służą.

    OdpowiedzUsuń