Natura Siberica Faroe Islands modelująca maska do ciała "Wodorosty z Wysp Owczych i Cytryniec Syberyjski"

21 października

Modelowanie sylwetki za pomocą kosmetyków to w głównej mierze test naszej cierpliwości i wytrwałości, bo jak wiecie, na efekty trzeba czekać dłużej niż w przypadku innych kosmetyków, a i do samej ich aplikacji trzeba naprawdę się przyłożyć. Z szerokiej gamy kosmetyków ujędrniających staram się sięgać po te z naturalnymi składami, które z jednej strony nawilżają, dzięki czemu nie muszę już sięgać po masła czy balsamy, a z drugiej poprawiają wygląd skóry, delikatnie napinają i wyrównują jej koloryt. Jak wiecie, jestem fanką syberyjskich kosmetyków, w zasadzie na żadnym jeszcze się nie zawiodłam, zaś Natura Siberica to zdecydowanie jedna z moich ulubionych marek. Dziś chciałabym Wam przybliżyć kosmetyk z nowej linii Faroe Islands, czyli modelującą maskę do ciała "Wodorosty z Wysp Owczych i Cytryniec Syberyjski", która nie jest zwykłym, pierwszym lepszym kosmetykiem pielęgnacyjnym.
Linia Faroe Island to połączenie dobrodziejstw Natury z dwóch najdzikszych miejsc na świecie - Syberii i Wysp Owczych. Oba te rejony obfitują w unikalne rośliny, odporne na zmienne i trudne warunki atmosferyczne, które są również bogate w witaminy, minerały i takie składniki odżywcze jak algi z Wysp Owczych, dziką syberyjską czarną miętę pieprzową, rozmaryn czy żeń-szeń syberyjski. 
W całej linii znajdziemy aż 9 kosmetyków do pielęgnacji ciała, włosów, stóp i rąk.
Kosmetyki Faroe Island posiadają dwa certyfikaty, które potwierdzają, że mają w pełni naturalne, bezpieczne składy, są przyjazne dla skóry i środowiska naturalnego. 
Jednym z nich jest certyfikat Natural Organic German BDIH COSMOS - jeden z najstarszych i najbardziej restrykcyjnych certyfikatów europejskich określających standardy dopuszczenia kosmetyku naturalnego do użytku. Otóż kosmetyk z logo BDIH nie posiada:
  • silikonów
  • parabenów
  • roślin modyfikowanych genetycznie (GMO)
  • SLS, SLES, PEG-ów, olejów mineralnych, glikoli
Drugi z certyfikatów to Vegan Society gwarantujący, że kosmetyk nie zawiera składników zwierzęcego pochodzenia, nie był testowany na zwierzętach, jak również nie ma w składzie niczego co pochodzi z upraw modyfikowanych genetycznie. 
Nie wiem jak Wy, ale ja wprost uwielbiam design linii Faroe Islands, piękna kolorystyka, funkcjonalne opakowania i czytelne informacje zawarte na nich sprawiają, że sięga się po nie z największą przyjemnością. Motywem przewodnim jest umieszczenie na kosmetykach tej linii nie tylko zarysu Wysp Owczych, ale także wizerunku orła, zamieszkującego m.in. tereny surowej Syberii. Pojemność maski to aż 370 ml, co daje nam naprawdę dużo ujędrniającego kosmetyku, który jest bardzo wydajny i spokojnie wystarczy mi na całą jesień, a powiem Wam, że nakładam go naprawdę sporo ale tylko na jeden obszar ciała. Już na pierwszy rzut oka widać, że maska ma w sobie bardzo dużo glinki, świadczy o tym zarówno jej kolor, jak i konsystencja, takiej dobrze rozrobionej glinki gotowej do nałożenia, również zapach jest charakterystyczny dla kosmetyków glinkowych. 
Maska swoje działanie zawdzięcza składnikom aktywnym, spośród których na uwagę zasługują zwłaszcza:
  • biała glinka - w 100% naturalny produkt wydobywany z morza i jaskiń, nie wywołuje jakichkolwiek podrażnień. Zawiera liczne mikroelementy i sole mineralne: krzemian glinu, aluminium, krzem, wapń, żelazo, magnez, potas oraz sód. Spośród wszystkich glinek, jest najdelikatniejsza, dzięki czemu może być stosowana przez osoby z wrażliwą cerą. Glinka jest najczęściej spotykana w kosmetykach do pielęgnacji twarzy, z uwagi na fakt, że zwęża i oczyszcza pory, absorbuje sebum i wyrównuje koloryt skóry.
  • masło shea - pozyskiwane z nasion afrykańskiego drzewa o nazwie Masłosz Parka, regeneruje skórę, chroni przed zimnem, wiatrem i mrozem, chroni skórę przed działaniem wolnych rodników, jak również bardzo głęboko nawilża. Masło shea jest świetnie tolerowane i wchłaniane przez skórę, a to dzięki temu, że jest bogate w nienasycone kwasy tłuszczowe (oleinowy, stearynowy, palmitynowy i linolenowy), które są niemal identyczne jak te występujące w warstwie rogowej naskórka.
  • algi z Wysp Owczych - bogate w sole mineralne, witaminy, makro i mikroelementy, nienasycone kwasy tłuszczowe czy prowitaminę A. Nawilżają i wyrównują koloryt skóry, regulują równowagę kwasowo - zasadową, wzmacniając naczynia krwionośne i uelastyczniając skórę. Wykazuję również działanie wyszczuplające poprzez poprawienie krążenia i pobudzenia metabolizmu, a co za tym idzie redukcję cellulitu.
  • syberyjski cytryniec - źródło witaminy C i kwasów AHA regenerujących skórę.
  • olej z szałwii muszkatołowej - ma właściwości rozgrzewające, poprawia napięcie skóry, ujędrnia i uelastycznia.
Maskę nakładamy na wybrane partie ciała na 15-20 minut i po upływie tego czasu całość zmywamy letnią wodą. Aby zintensyfikować jej działanie można zastosować folię, i ja tak właśnie robię, dopiero potem zmywam maskę, co odróżnia produkt od innych, gdyż do tej pory miałam kosmetyki, które po prostu wmasowywałam w ciało, a nie zmywałam je. Byłam ciekawa, czy dodatek glinki będzie w jakikolwiek wpływał na zmianę konsystencji maski i jej ewentualne zastyganie, ale nic takiego się nie dzieje. Nałożenie folii na wybrane partie ciała (u mnie są to uda) nie powoduje żadnego nieprzyjemnego uczucia grzania czy nawet uczucia ciepła, bez problemów po założeniu ubrania wykonywałam domowe czynności, choć równie dobrze przez te 20 minut można sobie poleżeć i odpocząć. :D
To pierwszy kosmetyk, który stosuję w połączeniu z folią spożywczą i nie ukrywam, że mam nadzieję na długofalowe i zadowalające efekty, bo jeśli będzie tak dobrze jak na początku to śmiem twierdzić, że w sezon zimowy wejdę nie tylko z o wiele jędrniejszymi udami, ale też mniejszymi o dobre kilka centymetrów. Byłam pewna, że maska po upływie tych 20 minut wchłonie się w większym stopniu, ale nie zauważyłam, żeby jej jakoś ubyło, na upartego można ją wmasować, ale postępuję zgodnie z zaleceniami i dokładnie zmywam. Bardzo łatwo usuwa się z ciała, nie rozmazuje zbytnio, nie trzeba też używać żelu, aby oczyścić z niej ciało. Mimo bogatego, nawilżającego składu i obecności masła shea, nie zostawia tłustego filmu na ciele, wyczuwalny delikatny film skutecznie zatrzymuje wodę i nie powoduje dalszego przesuszania skóry. Stosując tę maskę nie mam już potrzeby nakładania dodatkowego ujędrniającego kosmetyku, maska łączy w sobie działanie zarówno ujędrniające, nawilżające jak i modelujące. 
Już po kilku zastosowaniach zauważyłam, że skóra nabrała wyraźnie ładniejszego kolorytu, drobne nierówności (spowodowane m.in. przebytą ciążą i cellulitem) zostały delikatnie wygładzone. Kremowa konsystencja z dodatkiem masła shea świetnie nawilża i ten efekt nie jest chwilowy, nawet po zmyciu maski, na drugi dzień rano moja skóra nadal jest gładka i miękka w dotyku. Masło shea to mój ulubiony składnik o działaniu nawilżającym, moja sucha skóra ładnie go wchłania, ale jednocześnie w wystarczającej ilości zatrzymuje go na powierzchni naskórka, przez co nie ma szans na całkowite "odparowanie" i szybki powrót do suchej czy wręcz szorstkiej skóry. Jeśli borykacie się z problem nawodnienia skóry to dobrze wiecie, że bardzo ciężko jest zapewnić skórze optymalne i długotrwałe nawilżenie, większość kosmetyków ekspresowo się wchłania i za moment dosłownie znika ze skóry, przez co wracamy do punktu wyjścia. Maska świetnie radzi sobie z odwodnioną i suchą skórą, nadając jej aksamitności i takiej jedwabistości, ale i tak najfajniejsze jest to, że znika uczucie szorstkiej i nieprzyjemniej w dotyku skóry. 
A jak wygląda sprawa modelowania sylwetki i czy jest to w ogóle możliwe? 
Maski używam od miesiąca, 2 razy w tygodniu w połączeniu z folią, tak więc mogę już powiedzieć, czy są pierwsze efekty. Oprócz faktycznego uelastycznienia i wygładzenia skóry oraz jej nawilżenia, moje uda są bardziej sprężyste i takie hmmm "zbite", w takim sensie, że nie trzęsą się już jak galareta. :D Przyznam się, że nie sprawdzam, czy objętość ud się zmniejszyła, bo póki co skupiam się na jak największym ich ujędrnieniu i zwiększeniu ich napięcia, a to jest już powoli widoczne. Mam bardzo dobre przeczucia co do tej maski, jestem wręcz pewna, że w dalszej perspektywie zauważę modelowanie sylwetki pod kątem "odchudzenia" moich ud i pośladków. 
Z pewnością jest to maska, która zasługuje na uwagę, ma świetny skład, jest bardzo wydajna i przynosi zadowalające efekty już po kilku tygodniach stosowania. Jak wiecie w przypadku takich kosmetyków potrzeba czasu, aby w pełni zauważyć jej działanie, ale ja się nie zniechęcam, z przyjemnością jej używam i obserwuję coraz fajniejsze zmiany na swoich udach, oby tak dalej. :-)
Modelującą maskę Natura Siberica Faroe Islands, jak również inne kosmetyki z tej serii,  kupicie w sklepie SKARBY SYBERII w cenie promocyjnej 46,18 zł. 
Znacie tę linię kosmetyków Natura Siberica? Po jakie kosmetyki/marki syberyjskie sięgacie najczęściej?

Zobacz także

28 komentarze

  1. A wiesz, że jeszcze nic nie miałam z tej firmy ? :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Podoba mi się! Mega mnie zaciekawiłaś :-) Coś nie sądzę abym stosowała ją regularnie, bo mam w domu jeden żel rozgrzewający i jeden chłodzący a i tak ciągle o nich zapominam ;-D albo zwyczajnie po kąpieli wolę sięgnąć po coś innego. Tu jednak maskę nakłada się przed kąpielą.. więc pewne szanse na jej użytkowanie regularne są :-) Jak zużyję to co mi zalega chętnie ją wypróbuję :-D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. tutaj jest o tyle łatwiej, że chodzisz sobie z maską i folią i nic się nie dzieje, a potem po prostu bierzesz prysznic lub kąpiel :-)

      Usuń
  3. Ale fajna maska! nigdy nie miałam, ale wygląda bardzo interesująco.
    Będę musiała kiedyś wypróbować :)
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  4. Nie znam, ale to jedno zdjęcie na którym pokazałaś konsystencję przyciągnęło mnie na dłużej :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. konsystencja jest super, bardzo gęsta i wydajna :-)

      Usuń
  5. Nie znam ale mysle ze wyprobuje. Szczegolnie z uwagi na fakt ze nie zostawia tlustego filmu bo niecierpie tego w kosmetykach

    OdpowiedzUsuń
  6. Nie słyszałam o tej masce ale czytajac twoja opinię - zasługuje ona na uwagę :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Maska do ciała - ciekawy produkt :) Muszę wypróbować jakiś produkt tej marki, bo kusi mnie niesamowicie. Co jeszcze polecasz?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ta marka ma kilka fajnych linii, ale moją ulubioną jest rokitnikowa ze świetnym szamponem i balsamem do włosów :-)równie przyjemne mają pianki do mycia twarzy

      Usuń
  8. Natura Siberica jest mi znana z widzenia ale ja sama nigdy nie miałam ich produktów, jakoś tak nie do końca mnie przekonują. Sama nie wiem czemu.

    OdpowiedzUsuń
  9. Muszę się wreszcie skusić na jakiś kosmetyk z tej firmy.

    Dziękuje za odwiedziny i pozostawienia komentarza, zawszę odwdzięczam się tym samym.

    OdpowiedzUsuń
  10. Powiem szczerze, że nigdy wcześniej o nim nie słyszałam:O

    OdpowiedzUsuń
  11. Pierwszy raz widze tą firmę i chyba bede musiała skusić się na jakies ich produkty :D

    OdpowiedzUsuń
  12. Niczego jeszcze z tej firmy nie miałam, ale na pewno się skuszę jak tylko zużyję część zapasów :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. moje zapasy już sukcesywnie się kurczą więc powoli dokupuję coś nowego :D

      Usuń
  13. ekstra, to coś dla mnie, uwielbiam takie bogate , cięższe kosmetyki

    OdpowiedzUsuń
  14. Nie wierzę w takie działanie kosmetyków, więc nawet po nie nie sięgam :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ja wychodzę z założenia, że ich regularne stosowanie wraz z racjonalnym odżywianiem i minimalną aktywnością fizyczną może przynieść efekty :D

      Usuń
  15. Jako wspomaganie diety i ćwiczeń extra sprawa! :) Ale ma świetną konsystencje! :)

    OdpowiedzUsuń
  16. Nie słyszałam o tym kosmetyku, ale skoro w połączeniu z folią daje super efekty i wspomagałby ćwiczenia i dietę - jestem za! :D Sama chętnie wypróbowałabym kilka takich zabiegów ;D

    OdpowiedzUsuń
  17. Maski na ciało jeszcze nigdy sobie nie robiłam :) Brzmi mega zachęcająco :)

    OdpowiedzUsuń
  18. maski do ciała jeszcze nigdy nie miałam, ale zaciekawiła mnie ta :)

    OdpowiedzUsuń