Ekspresowa pielęgnacja twarzy z saszetkami Lirene - zabiegi + peelingi

02 grudnia

Maski czy też różnego rodzaju zabiegi w formie saszetek goszczą u mnie coraz częściej, jest to wygodny i szybki sposób na pielęgnację twarzy. Ze względu na moją suchą skórę staram się unikać maseczek glinkowych, które potwornie ściągają mi twarz i bardzo często wywołują zaczerwienienia. W przypadku zabiegów z dodatkiem glinki ich inwazyjność jest o wiele mniejsza, są świetne do oczyszczania twarzy i odblokowania porów. Jednak moimi ulubionymi zabiegami są te dwuetapowe, gdzie po peelingu następuje nałożenie maseczki. Jakiś czas temu marka Lirene wypuściła na rynek kilka nowości pielęgnacyjnych, wśród których były zabiegi na twarz, które chciałabym Wam przybliżyć. 
Mineralny zabieg oczyszczający z zieloną glinką
"Glinkowy zabieg mineralno-oczyszczający dogłębnie oczyszcza i przywraca świeży, promienny wygląd skóry. Glinka kaolinowa głęboko oczyszcza, łagodnie ściąga pory i pozostawia skórę spektakularnie odświeżoną. Mineralny kaolin ma działanie ściągające i oczyszczające skórę z toksyn i zanieczyszczeń, przywracając jej równowagę. Proces oczyszczania i detoksykacji intensyfikuje guarana, bogata w kofeinę i niacynę, która przyspiesza metabolizm komórkowy. Drobinki peelingujące z łupinek ziarenek kakao delikatnie złuszczają martwy naskórek, pobudzają mikrokrążenie i dotlenienie skóry, dzięki czemu substancje aktywne działają efektywniej wzmacniając efekt wygładzenia, rozświetlenia i głębokiego oczyszczenia porów."
Glinka zielona ma najsilniejsze działanie spośród wszystkich glinek, pozyskiwana ze skał krzemionkowo - aluminiowych, wychwytuje toksyny zgromadzone na powierzchni skóry i ją odświeża.  Jest to najciekawszy zabieg z całej trójki, bo łączy w sobie zarówno działanie maseczki oczyszczającej jak i delikatnego peelingu mechanicznego. Zabieg jest o wiele delikatniejszy niż maseczki glinkowe, ponieważ nie zastyga na twardą masę, jest kremowy i nawet w trakcie rozprowadzania na twarzy, mimo widocznych drobinek kakao, nie podrażnia i nie wywołuje zaczerwienień. Maskę należy wmasować okrężnymi ruchami i pozostawić na 10 minut, po czym zmyć dokładnie ciepłą wodą. Byłam ciekawa, czy mojej suchej skóry nie ściągnie za bardzo, ale uczucie, kiedy maska zastygała jest niesamowicie przyjemne i bardzo delikatne, nie czułam dyskomfortu jak w przypadku maseczek glinkowych. Podczas zmywania drobinki kakao przyjemnie masują i złuszczają naskórek, wspomagając proces oczyszczania porów i usuwania zanieczyszczeń z twarzy. 
Mimo moich początkowych obaw związanych z obecnością glinki, nie wystąpiło żadne ściągnięcie skóry, podrażnienie czy ogólny dyskomfort. Zabieg jest świetnym sposobem na oczyszczenia twarzy i delikatne złuszczenie naskórka. 
Ps. jeśli miałyście do czynienia z kosmetykami Lirene Mineral Collection i polubiliście ich morski zapach, to ten zabieg też Wam się podoba, bo pachnie identycznie. :-)

Hialuronowy zabieg wypełniająco - liftingujący
"1 ETAP – NAWILŻENIE i WYPEŁNIENIE Hialuronowe serum z zielonymi algami
Profesjonalne serum zawierające kwas hialuronowy błyskawicznie wygładza, ujędrnia oraz zapobiega wysuszaniu skóry. Proteiny migdałowe zapewniają szybką poprawę napięcia i nawilżenia. Zielone algi intensywnie rewitalizują skórę, doskonale ją nawilżając i odżywiając. Skóra wygląda na wypoczętą i pełną życia. 
2 ETAP – BŁYSKAWICZNY LIFTING Lipidowa maska napinająca. Maska poprawia napięcie skóry zapewniając efekt liftingu. Zawarty w niej ekstrakt z Cucurbita wzmacnia włókna kolagenowe, przywracając skórze jędrność. Olejek brzoskwiniowy oraz ekstrakt ze słodkich migdałów nawilża i uelastycznia skórę zapewniając jej zdrowy wygląd. Biomimetyczny kompleks lipidowy odbudowuje warstwę hydro-lipidową naskórka, poprawia sprężystość skóry oraz chroni ją przed utratą nawilżenia".
Połączenie serum i maseczki to świetne rozwiązanie dla osób zabieganych, które potrzebują natychmiastowego nawilżenia i wygładzenia, ale od razu uprzedzam, ten zabieg najlepiej wykonywać na wieczór, gdyż jest bardzo odżywczy i silnie nawilżający. Hialuronowe serum do złudzenia przypomina silikonowe bazy pod makijaż, również o podobnej barwie, zostawia na skórze solidnie wygładzający film, który po ok. 10-15 minut całkowicie się wchłania. Skóra jest po nim gładziutka i pokryta cienkim filmem, dzięki któremu ma się wrażenie, że wszelkie nierówności zostały wygładzone. 
Lipidowa maska to bardzo, ale to bardzo silnie odżywcza maska napinająca, która nawet na mojej suchej skórze nie jest w stanie całkowicie się wchłonąć, i jej drobne resztki usuwałam płatkiem nasączonym wodą różaną. Niezwykle kremowa, ale lekka konsystencja nie obciąża skóry i nie zapycha porów, dzięki czemu nie musimy się obawiać pojawienia się niespodzianek na twarzy. 
Maska genialnie nawilża, spisuje się lepiej niż niejedna maska droższych marek, cera jest po nim faktycznie niesamowicie mocno nawodniona, miękka w dotyku i uelastyczniona. Po usunięciu jej nadmiaru cera jeszcze przez jakiś czas minimalnie się świeci, ale w pielęgnacji wieczornej kompletnie mi to nie przeszkadza. 

Migdałowy zabieg ujędrniający
1 ETAP – PRZYGOTOWANIE
Peeling micro-złuszczający, połączony z towarzyszącym mu masażem twarzy, skutecznie usuwa martwy naskórek, poprawia mikrokrążenie co skutkuje lepszym dotlenieniem skóry, przygotowuje ją do maksymalnego wchłaniania składników aktywnych maski ujędrniającej. Kwas migdałowy delikatnie złuszcza martwy naskórek oraz rozjaśnia skórę. Dzięki zawartości wosku z mango i wyciągu z korzenia lukrecji peeling wykazuje również działanie regenerujące i odżywcze. 
2 ETAP – MASKA UJĘDRNIAJĄCA. Elastyna morska spektakularnie poprawia sprężystość oraz elastyczność tworząc na skórze proteinową mikrosieć napinającą. Olej migdałowy wygładza skórę, a witaminy A i E neutralizują wolne rodniki, zapobiegając jej przedwczesnemu starzeniu się. Bio-Elastynowa maska widocznie ujędrnia oraz regeneruje cerę.
Po otwarciu saszetki peelingu spotkała mnie niespodzianka, ponieważ moim oczom ukazał się błękitna konsystencja z mnóstwem ciemnoniebieskich maluteńkich kropeczek, które niesamowicie delikatnie masują twarz. To jest zdecydowanie opcja dla cery wrażliwej, która nie toleruje peelingów mechanicznych, nawet tych z roślinnymi drobinkami. Niesamowicie przyjemny, lekko słodki zapach, sprawia, że masaż twarzy jest jeszcze przyjemniejszy. Mimo, że peeling ma mikro granulki, to świetnie daje sobie radę ze złuszczaniem, cera jest po nim odświeżona, gładka i miękka w dotyku, czuć, że wszystko co nagromadziło się w ciągu dnia zostało zmiecione z twarzy. 
Peeling nakładamy na oczyszczoną skórę twarzy i masujemy przez ok. 5 min,. po czym zmywamy.
Kolejny etap to nałożenie maski ujędrniającej, o bardzo kremowej konsystencji, która również potrzebuje czasu aby się wchłonąć. Nadmiar możemy usunąć płatkiem, lub zostawić na noc, wówczas całkowicie się wchłonie. To co mi się w niej podoba, to bardzo mocne nawilżenie skóry i ujędrnienie, czuć wyraźnie, że skóra jest bardziej elastyczna, gładka w dotyku. Rano cera jest jeszcze wyczuwalnie nawilżona, jej dalsza pielęgnacja jest o wiele łatwiejsza i szybsza.

Micropeeling wygładzający
"Micropeeling wygładzający zawiera delikatne drobinki peelingujące, które doskonale usuwają martwy naskórek oraz głęboko oczyszczają pory, przywracając skórze świeżość i naturalny blask. Kombinacja azjatyckich roślin – ekstraktów z bambusa, lotosu i lilii wodnej regeneruje i wygładza. Wyciąg z cytryny bogaty w kompleks witamin A, C i PP nadaje skórze zdrowy koloryt".
W tym peelingu na próżno szukać drobinek, jest tu raczej taki piasek, który obchodzi się ze skórą łagodnie i delikatnie, mogą po niego sięgać osoby nawet z wrażliwą czy naczynkową cerą. Konsystencja jest odrobinę żelowa, przepięknie pachnąca, czuć nuty cytrusowe i kwiatowe. Ze względu na ten złuszczający piasek, trzeba bardzo przyłożyć się do jego zmywania, a samo masowanie nim twarzy powinno trwać 2-3 minuty, ten czas w zupełności wystarczy, aby porządnie oczyścić twarz.  
Cera po tym peelingu jest odświeżona i wygładzona, obecność witamin sprawia, że nawet szara i zmęczona cera odzyskuje zdrowy, promienny wygląd. 

Peeling enzymatyczny
"Ultradelikatne oczyszczanie skóry suchej, wrażliwej i naczynkowej.
Peeling enzymatyczny to doskonały zabieg oczyszczająco-odświeżający, nie wymagający tarcia, który skutecznie usuwa wszelkie zanieczyszczenia oraz zmniejsza widoczność porów. Aktywne kwasy owocowe i papaina rozpuszczają obumarły naskórek, nie powodując uczucia suchości skóry. Peeling pobudza procesy odnowy komórkowej sprawiając, że skóra staje się świeża, promienna i aksamitnie gładka".
Okres jesienno - zimowy to najlepszy czas na stosowanie kuracji czy też kosmetyków z kwasami, ponieważ po takich zabiegach cera nie powinna być narażona na ekspozycję słoneczną, gdyż może to powodować powstawanie przebarwień. Oczyszczający zabieg z kwasami bazuje na działaniu kwasów owocowych i papainy, które rozpuszczają martwy naskórek bez konieczności tarcia, i robią to bardzo delikatnie, nieinwazyjnie. Ten zabieg to świetna propozycja dla osób, które z różnych powodów nie sięgały do tej pory po kosmetyki z kwasami, obawiając się chociażby podrażnienia na skutek silnego działania kwasów. Papaina to nic innego jak enzym występujący w miąższu niedojrzałych owoców papai, który delikatnie rozjaśnia cerę. Peeling należy zostawić na skórze na ok. 5-8 minut, a następnie dokładnie zmyć ze skóry. Do złudzenia przypomina kremową maseczkę o lekkiej konsystencji, ma jasnoróżowe zabarwienie i owocowy zapach.
Po jej zmyciu, skóra jest promienna i gładka w dotyku, tak jakbym użyła peelingu mechanicznego. Brak konieczności tarcia sprawia, że ryzyko wystąpienia zaczerwienień jest całkowicie wyeliminowane. Polecam ten peeling wszystkim tym, którzy dopiero co zaczynają swoją przygodę z kwasami.
Jak Wam się podobają saszetkowe nowości Lirene? Miałyście już z nimi do czynienia?

Zobacz także

29 komentarze

  1. bardzo polubiłam micropeeling wygładzający i peeling enzymatyczny, resztę maseczek dopiero przetestuję

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. micropeeling wygładzający to również mój faworyt :-)

      Usuń
  2. Fajna różnorodność. Można znaleźć coś dla siebie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. to prawda, wybór jest ogromny, można znaleźć coś dla siebie :-)

      Usuń
  3. Mam tę ostatnią i czeka na swój dzień :D Pewnie kupię jeszcze inne :D

    OdpowiedzUsuń
  4. PRzymierzam się do zrobienia posta ale niestety kremowe mnie szczypią zaś te do rozrobienia z wodą dobrze się sprawdzają :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. u mnie glinkowe do rozrobienia z wodą niestety nie spisały się :-(

      Usuń
  5. so much of peel!! I would really like to use that almond peel.
    https://clickbystyle.blogspot.in/

    OdpowiedzUsuń
  6. Ale te saszetki uroczo się prezentują! Mają bardzo ładne opakowania :) Fajnie, że są takie dwufazowe, bo dzięki peelingowi zawartość nałożona w późniejszym czasie ma szansę lepiej się wchłonąć :D

    Może się na nie skuszę, chociaż wybór jest duży i chyba miałabym problem z wyborem jednej, konkretnej, ale na pewno wzięłabym którąś z opcją złuszczania :P

    Sakurakotoo ❀ ❀ ❀

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. spośród wszystkich zabiegów właśnie te dwuetapowe moja skóra najlepiej toleruje, zwłaszcza wtedy kiedy jest delikatny peeling i silnie odżywcza maska. :-) a złuszczanie zawsze jest mile widziane, pod warunkiem że nie jest to mocny peeling mechaniczny

      Usuń
  7. te saszetki sa przepiekne! na pewno za jakis czas sie skuszę na jakąś, chyba te ze zluszczaniem

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ja najbardziej polubiłam właśnie te z peelingami :-)

      Usuń
  8. Nie widziałam tych nowości, ale rozejrzę się za nimi :)

    OdpowiedzUsuń
  9. jeszcze ich nie miałam, ale na wszystkie mam ochotę, kupię przy najbliższej okazji :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Nie próbowałam jeszcze żadnego z tych produktów, rozejrzę się za nimi :)

    OdpowiedzUsuń
  11. Saszetki się naprawdę fajnie prezentują, aż chce się je kupić :) nie stosowałam ich do tej pory.
    Sandicious

    OdpowiedzUsuń
  12. Wyglądają pięknie. Nie widziałam ich jeszcze, muszę wybrać się na zakupy i wypróbować

    OdpowiedzUsuń
  13. Mam kilka tych dwuetapowych ale jeszcze nie próbowałam :) czekają grzecznie w zapasach :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. mi już się zbyt wiele nagromadziło saszetek, więc zaczęłam ich sukcesywnie używać :-)

      Usuń
  14. Bardzo ciekawie się zapowiadają te saszetki, ciekawi mnie też ich skład :D

    OdpowiedzUsuń
  15. Wow ile dobrego! Ja rzadko sięgam po tego typu zabiegi, chociaż sama nie wiem czemu. Niemniej w szufladzie tego pełno a z zastosowaniem gorzej :(. Jednak dzięki Tobie, nowe saszetki od Lirene bardzo mnie kuszą :)

    OdpowiedzUsuń
  16. Podobają mi się bardzo, ale mam tyle zapasów, że wstydem byłoby się rozglądać za kolejnymi :)

    OdpowiedzUsuń
  17. Rzuciły mi się w oko na Insta i chętnie bym poznała :)

    OdpowiedzUsuń
  18. Wydają się fajne więc będę musiała je sprawdzić ;)

    OdpowiedzUsuń
  19. Jak trafię to kupię choć jedną, żeby sprawdzić :P

    OdpowiedzUsuń
  20. Ja już drogeryjnym maseczkom w większości nie ufam i pozostałam przy własnorobionych lub tych bardziej profesjonalnych, ze sprawdzonym składem :)

    OdpowiedzUsuń
  21. Ja najbardziej polubiłam maski peel off z lirene:)

    OdpowiedzUsuń