Inglot The Powerpuff Girls - kosmetyki do makijażu inspirowane Atomówkami

25 lutego

Marka Inglot jest obecna na rynku polskim od ponad 35 lat, od kilku lat rozszerzając swoją działalność również na inne kraje i otwierając salony w najbardziej prestiżowych miejscach. Kosmetyki Inglot znaleźć można na sześciu kontynentach w ponad 800 lokalizacjach, poczynając od londyńskiej Oxford Street, przez Piazza del Duomo w Mediolanie, Times Square w Nowym Jorku, aż po Grand Canal Shoppes w Las Vegas. Pojawiają się coraz ciekawsze limitowane serie (jak choćby te we współpracy z Jennifer Lopez), spośród których moją uwagę zwróciła najnowsza, inspirowana kreskówką mojego dzieciństwa - Atomówkami. Przedstawię Wam trzy kosmetyki z linii The Powerpuff Girls bez których nie wyobrażam sobie makijażu. 
O kolekcji słów kilka
Blisstina, starsza siostra Bajki, Bójki i Brawurki, dołącza do drużyny by pokazać światu swoje superbohaterskie zdolności. Poznaj najnowsze produkty z kolekcji INGLOT x The Powerpuff Girls, odzwierciedlające charakter Blisstiny. Podkreśl makijaż oczu dzięki Palecie cieni do powiek Team Bliss i rozświetl spojrzenie połyskującym Cieniem do powiek Pure Pigment Energy Blast. Pokaż, że ostatnie słowo należy do Ciebie i postaw na intensywnie bordowy kolor Pomadki do ust LipSatin Super Tough lub holograficzne wykończenie, które uzyskasz przy użyciu Błyszczyka Find Your Bliss o zapachu gumy balonowej.

Kim jest Bliss?
Zanim Profesor Atomus stworzył Bajkę, Bójkę i Brawurkę, w jego laboratorium doszło do nieoczekiwanego połączenia cukru, słodkości i różnych śliczności z innym sekretnym składnikiem. Ten eksperyment doprowadził do stworzenia bystrej, zabawnej i wyjątkowo silnej Blisstiny, która po latach nieobecności powraca, aby wesprzeć swoje młodsze siostry w ratowaniu świata przed dobranocką.

Kolekcję tworzą 22 produkty, wśród których znalazły się palety cieni, pomadki, błyszczyki, rozświetlacze, cienie sypkie, eyeliner w żelu oraz kosmetyczka. Każdej Atomówce dedykowane są odpowiednie produkty, za pomocą których można wykreować look inspirowany postacią i jej cechami osobowości. 

Na co się skusiłam?
Do mojego koszyka, podczas zakupów w internetowym sklepie Inglot, wpadły trzy kosmetyki: paleta cieni, rozświetlacz i błyszczyk do ust.
Zacznę od palety Team Bliss, bo urzekła mnie kolorami, mamy tutaj połączenie mocnego i intensywnego turkusu (Electro Vibes) i fioletu (Strong Soul) z delikatnym odcieniem nude (Free Spirit). Nie mogę pominąć cudownego designu paletki, która ukryta jest w tekturowym, wysuwanym opakowaniu, ozdobionym wizerunkiem Bliss.
No i w zasadzie tutaj mogą skończyć się zachwyty, bo o ile wygląd i same kolorki mnie urzekły, to niestety ich pigmentacja jest straszna... żeby zrobić jako takie swatche na ręce, musiałam dokładać kilka warstw koloru, żeby cokolwiek było widać. Na dodatek cienie są wyjątkowo nietrwałe, bo z dłoni usunęłam je zwykłą, suchą chusteczką higieniczną, i to za lekkim przetarciem....
Pigmentacja jest słabiutka, kolory na powiece wypadają blado, trzeba napracować się pędzlem, żeby cokolwiek było widać. Efekt jest odrobinę lepszy, gdy na powiekę nałożyły bazę, ale szału nie ma....
W ciągu dnia kolory bledną, ledwie co je widać, i niestety mam wrażenie, że to paletka stworzona o dzieciach, tudzież nastolatkach, które chcą się pobawić w bycie dorosłą...
Poza tym spodziewałam się, że cienie będą większe, a to malutkie kółeczka, które na długo nie starczą.
Jedyny plus jaki znalazłam to fakt, że są bardzo kremowe i się nie osypują jakoś specjalnie.

Po tym niewypale miałam już najgorsze przeczucia jeśli chodzi o dwa pozostałe uczucia, i niestety spełniły się one, chociaż w połowie...
Błyszczyk Find Your Bliss faktycznie pachnie gumą balonową, aż chce się go nosić na ustach, gdyby nie fakt, że jest okropnie lepki. Dosłownie usta kleją się od niego, nie jest komfortowy w noszeniu i najlepiej w tym czasie ani nie jeść, ani nie pić.... 
Kolorek jest subtelny i delikatny i bardzo mi się podoba, ale ta mega klejąca warstwa jest nie do zaakceptowania przeze mnie. Miałam już wiele błyszczyków i żaden tak mocno się kleił jak ten.

Na otarcie łez został mi sypki rozświetlacz Sparkling Dust Forever Friendship w pięknie mieniącym się kolorze złota. Wewnątrz malutkiego opakowania jest uroczy puszek, którym możemy aplikować rozświetlacz, ale ja preferuję pędzle. Rozświetlacz idzie w kierunku bardziej brokatowego wykończenia, przez co na sucho trudno uzyskać efekt tafli. Jeśli jednak zwilżymy nieco pędzel i dopiero zaaplikujemy rozświetlacz, wówczas uzyskamy subtelny efekt tafli. 
Z powodzeniem aplikuję go zarówno na szczyty kości policzkowych, jak i pod linię brwi, ładnie rozświetla i rozpromienia skórę.

Reasumując: W moim odczuciu kolekcja Inglot x ThePowerpuff Girls nie do końca jest udana, pigmentacja cieni jest słaba a ich trwałość pozostawia wiele do życzenia zaś błyszczyki są klejące. Na plus zasługuje rozświetlacz, choć słyszałam że pigmenty z tej kolekcji są całkiem przyzwoite.
Niestety marka jakoś nie przekonała mnie do siebie i nieprędko znowu sięgnę po jej kosmetyki.
Znacie kosmetyki Inglot? Co myślicie o kolekcji The Powerpuff Girls?


Zobacz także

27 komentarze

  1. Mi z tych kosmetyków nic nie kusiło ale portfel z nimi był fajny :D

    OdpowiedzUsuń
  2. Ładnie wyglądają, ale nie kuszą mnie :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Paletka urocza, ale kurczę, nie spodziewałam się, że tak słabo będzie wyglądała na skórze. :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. bardzo słabo wyszły swatche, po prostu znikały na skórze, a usunąć je można suchą chusteczką higieniczną...

      Usuń
  4. Kolekcja fajnie się prezentuje. Szkoda, że już z działaniem dużo gorzej :/

    OdpowiedzUsuń
  5. Widziałam reklamę tej kolekcji, gdy wchodziła do sprzedaży. Całe szczęście, że na targach kosmetycznych miałam możliwość "pomacania" tych kosmetyków. Patrząc na ich jakość i totalnie wydumaną cenę po prostu nie kupiłam... A szkoda, bo bardzo lubię tę kreskówkę... ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. nie dość że jakość słaba to niestety ceny wygórowane

      Usuń
  6. Fajna wspolpraca z atomówkami, ale kolory bardzo słabe są :(

    OdpowiedzUsuń
  7. Oo szkoda że je dali lepszej jakości kosmetyków do tej serii

    OdpowiedzUsuń
  8. Kocham Aromówki, także nawet na wzgląd na to bym przygarnęła te kosmetyki :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ja je kupiłam właśnie ze względu na sentyment do bajki, ale niestety rozczarowałam się

      Usuń
  9. hmmm czyli działanie jak z odpustowych cieni do powiek dla małych dziewczynek;) Nie, zdecydowanie się nie skuszę, nawet ze względu na Atomówki;)
    pozdrawiam serdecznie znad filiżanki kawy :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Lubiłam tą bajkę :D Kolory calkiem nie w moim typie więc zdecydowałabym się niestety :(

    OdpowiedzUsuń
  11. Atomówki to była moja ulubiona bajka z dzieciństwa ❤ Muszę mieć te kosmetyki 😊

    OdpowiedzUsuń
  12. Jeju, jak ja kochałam atomówki:D

    OdpowiedzUsuń
  13. No fajne inspiracja do stworzenia kosmetyków jednak do mnie nie przemawiają .

    OdpowiedzUsuń
  14. O matko jestem zszokowana jakością cieni :(

    OdpowiedzUsuń
  15. Ten kolor o nazwie Electric Vibe bardzo mi się podoba :)

    OdpowiedzUsuń
  16. Atomówki to była moja ulubiona bajka z dzieciństwa :) I właśnie tak wyobrażałam sobie te produkty! Niemniej jednak jestem bardzo zawiedziona jakością cieni :(

    OdpowiedzUsuń
  17. Ta paletka z cieniami to najsłodsza rzecz jaką ostatnio widziałam 😍😍😍

    OdpowiedzUsuń